Archive for the ‘Ciekawostki’ Category

Rodzinka.pl

Wednesday, April 20th, 2011

Obejrzyj sobie czasem taki serial, nie pożałujesz. Leci na dwójce w środy wieczorem.

Karolak karolakowy do sześcianu, Kożuchowska całkiem NIE jak z M jak Miłość i trójka chłopaków.

Facebookowa stronka serialu

Nowe łamigłówki

Tuesday, March 1st, 2011

Mam nowe zabawki na długie zimowe wieczory lub nudę w pociągu do Warszawy.

Pierwsza z nich to moja siódma kostka Rubika. Dostałem z Hamaryki. Ma wymiary 5x5x5. Układa się stosunkowo prosto, choć jak widać na zdjęciu nie ze wszystkim sobie radze i jakieś śmieci zostają. Najpierw trzeba zrobić środki 3×3 na górnej i dolnej ściance, potem “X” na wszystkich bocznych. W trzecim kroku dopełniamy “+” na bocznych, tak żeby mieć dobre kwadraty 3×3 w każdej ściance. Przedostatni etap, który daje mi najwięcej “radości” to wypełnienie krawędzi (3 wewnętrzne klocki łączące ściankę). Ruch jest dosyć prosty, ale trzeba pokombinować z ustawieniem kostek przed ruchem, bo po różnych ściankach wędruje zygzakiem aż 4 elementy na raz. Na końcu układamy kostkę tak jak zwykłą 3x3x3. Niestety nie wszystko jescze opanowałem (zostawiam na wakacje) i czasem ułożona kostka nie jest idealna (jak widać).

t3016427.JPG

A jeśli ktoś nie chce się uczyć algorytmów na pamięć i wozić ze sobą dość pokaźnego sześcianu, może spróbować sił w łamigłówce “LonPos”. To 12 elementów złożonych z plastikowych kolorowych kulek. Zadanie polega na wypełnieniu planszy elementami, przy podanej sytuacji początkowej (ułożone kilka elementów których nie można ruszyć).

LonPosLonpos

Dość szybko (w parę  dni) ułożyłem 34 z 505 zadań, ale na 35 siedzę i siedzę i nic. Na szczęście czasem można trafić na rozwiązanie przypadkiem, więc kiedyś ruszę dalej. W wersji dla twardzieli zamiast płaskiego prostokąta buduje się przestrzenną piramidkę. Masakra!

LonPos - piramidka

A Maja najbardziej lubi układać coś takiego:

t3016430.JPG

Jak ktoś chce spróbować swoich sił, to można spróbować na stronie producenta.

Master Pyramorphix

Sunday, January 2nd, 2011

Jeśli nie zrobiłem literówki w tytule, to tak właśnie nazywa się moja nowa “kostka Rubika”. W sumie nie jest taka nowa, bo kupiłem ją dwa miesiące temu na lotnisku w Amsterdamie. Za raptem ~35 PLN.

Kostka jest z grubsza trójkątna, a w zasadzie czworokątna :). Wszystkie cztery ścianki są lekko zaokrąglone co z jednej strony powoduje, że bardzo przyjemnie leży w ręce, a z drugiej, że niestety jeśli niedokładnie obrócimy ścianki, potrafi się trochę zaciąć i ruch nie jest tak płynny jak w klasycznej kostce 3x3x3.

Można ją układać na dwa sposoby. Jeden podobno jest bardzo podobny do zwykłej kostki, bo jeśli dobrze się przyjrzeć to można w Pyramorphixie zobaczyć taką kostkę, z tym że w niej “wierzchołek” jest “płaski”, a ścianka znajduje się “na rogu”. Niestety nie dałem rady opanować tej metody. Znalazłem drugą, składającą się z 7 etapów i obejmującą raptem 13 algorytmów (każdy z 6-10 ruchów). Niby niewiele, ale wciąż bez kartki sobie nie radzę, choć udawało mi się już “półautomatycznie” ułożyć niektóre algorytmy. Plan mam taki by do wakacji jakoś tą kostką śmigać.

A wygląda tak jak poniżej (przed i po).

Ułożona Rozwalona

Zszedłem do podziemia

Friday, December 31st, 2010

Wczoraj całkiem przypadkiem zawędrowałem z Julą do podziemi krakowskiego rynku. Muzeum otwarto chyba tuż po wakacjach, ale kolejki odstraszały od zwiedzania. Tym razem mieliśmy trochę wolnego czasu, w mroźny zimowy dzień, poza weekendem kolejka była dużo krótsza, więc pół godziny cierpliwości wystarczyło by wejść. Warto było czekać.

Mogę spokojnie powiedzieć, że jeśli pominiemy muzea mieszczące się w pałacach, piękne z uwagi na wystrój wnętrz, to krakowskie muzeum “Podziemia rynku” (Śladem europejskiej tożsamości Krakowa) jest najciekawszym muzeum w jakim byłem. Jest wysoce interaktywne i w sumie od zwiedzającego zależy ile z niego wyniesie (nie w kieszeniach!).  Przykładowo tuż przy wejściu na podłodze “rozlana” jest wirtualna sadzawka z monetami. Większość ludzi nie zwraca na nią uwagi dopóki ktoś bardziej spostrzegawczy nie zacznie się nią bawić! Otóż po nadepnięciu nogą na “sadzawkę” (której przecież nie ma), od naszej stopy rozchodzą się fale! Całe muzeum jest mieszanką nowych i średniowiecznych technologii. Mamy więc rekonstrukcję haty kowala, otwarte groby, miniaturowe hologramy(!), kilka salek z filmami, gry dla dzieci, mnóstwo(=kilkadziesiąt?) ekranów dotykowych z opisem eksponatów i starego Krakowa oraz setki pierścionków, monet, glinianych koników i innych świadków przeszłości. Naprawdę świetne muzeum!

Parę informacji praktycznych: wejście (nie bilety!) można zarezerwować przez internet tu. Można też odstać swoje i wejść “tradycyjną ścieżką”, ponieważ wejścia internetowe i normalne przypadają naprzemian, co 15 minut. Czyli w praktyce, ludzie z ulicy wchodzą co pół godziny, po około 30 osób (limit!). Bilety kupuje się dopiero po wejściu, na dole. Są stosunkowo tanie: dzieci 10 PLN, dorośli 13 PLN. Zwiedzanie trwa, w zależności od ciekawości zwiedzającego 1-2 godziny, choć jeśli ktoś chciałby wszystko przeczytać i obejrzeć wszystkie filmy to pewnie zeszłoby z 3 godziny.  Oprócz biletu dostajemy pamiątkową mapkę. Nie jest niezbędna do zwiedzania, ale np. ma na sobie kod, który po przystawieniu w pewne miejsce w muzeum pozwala nam zobaczyć coś ‘extra’. Na dole są toalety i sklepiki z winem i świecidełkami. Klasycznego sklepiku z pamiątkami niestety nie ma.

A i jedna część muzeum jest jeszcze zamknięta. Nie da się wejść do Wielkiej Wagi, ale zgodnie z rozpiską ta część zostanie otwarta gdześ w 2011 roku.

Zdecydowanie warto!!!

AFOL

Thursday, December 30th, 2010

Przyznaje otwarcie : jestem AFOLem (nie idzie się za to do więzienia). AFOL = Adult Fan Of LEGO. No może nie takim prawdziwym, praktykującym, bo układam klocki może raz w miesiącu, a prawdziwy AFOL raz w miesiącu NIE układa klocków. Prawdziwy AFOL ma cały garaż klocków, a ja tylko parę kilo (nie ważyłem, ale ile się może zmieścić w 10-cio litrowym pudełku z IKEI?) W każdym razie obcowanie z tymi małymi kawałkami plastiku sprawia mi wielką przyjemność.

Modele wychodzą mi raz lepsze raz gorsze, ale na te Święta udało mi się zrobić stosunkowo małą, ale za to bardzo sympatyczną szopkę. Jest malutka bo miałem wolną tylko jedną płytkę 8×16 (na pozostałych stoi kamienica z Amsterdamu i domek Julii), a duża 32×32 to jakoś nie ta skala, skoro w tym roku nie mamy choinki. Zrobiłem też jako tako wyglądającego Mikołaja, który zaczął się od tego, że wziąłem do ręki przypadkowy klocek (taki biały skośny dziób od helikoptera) i pomyślałem, że wygląda dokładnie jak broda Św. Mikołaja. No i po paru godzinach wyrósł z tej brody cały Mikołaj. Oba modele można zobaczyć w mojej grudniowej galerii. Kamieniczkę z Amsterdamu też.

A o tym, że daleko mi jeszcze do poziomu prawdziwych AFOLi (choć mam nadzieję, że składam bardziej zaawansowane modele niż przeciętny polski tata), można się przekonać na poświęconej LEGO stronie, którą dość często odwiedzam. Opad szczęki gwarantowany, jeśli ktoś lubi LEGO i próbował sam coś budować. Dla pozostałych pozostaje pewnie pobłażliwy uśmieszek.

Zapraszam na http://www.brothers-brick.com/ 

Słuchaj uchem a nie brzuchem

Sunday, August 15th, 2010

Jakieś 10 lat temu (kurcze ale ten czas leci) kupiłem sobie dobre hi-fi (Yamaha+B&W) (audiofile nie śmiać się!)

Raz na jakiś czas nadchodzi ten czas gdy człowiek zastanawia się czy dałoby się niedużym wydatkiem podnieść jakość dźwięku (“złote gniazda”, “kabelek za 200 PLN/metr” itp). Do mnie ten czas przyszedł dziś, w dniu w którym wszystkie sklepy są zamknięte. A jednak udało się!

Zainwestowałem parę złotych (a właściwie żona zainwestowała nieświadomie parę miesięcy temu) i poprawiłem jakość na “ostatnim ogniwie łańcuchu dźwiękowego” – w swoim UCHU! A jak? A tak:

Bierzemy wodę utlenioną, kładziemy się na boku i wysoce precyzyjnym narzędziem (czyli tym co kto znajdzie w domu) wlewamy sobie ją do ucha. Czekamy… i “woda sodowa uderza nam do głowy” a właściwie do ucha. Z chemii zawsze byłem cienki (nawet czwórki się zdarzały 🙂 ), ale wyczytałem w internecie, że któryś z tych nadmiarowych tlenów z wody, jak sama nazwa wskazuje -utlenionej, wiąże się w naturze z woskowiną z uszu ( w przeciwieństwie do cukru który w naturze NIE wiąże się z pomarańczami). Efektem jest “bobelkowanie w uchu” które znakomicie rozpuszcza woskowinę tam gdzie wzrok i patyczek nie sięga. Po pół godzinie (5 minut zastanawiania się co i jak, a potem po 10 minut na każdym z boczków i 5 minut na schnięcie) odpaliłem na nowo Yamahę… i poczułem się jakbym miał sprzęt o 1000 PLN droższy.

Ciężko opisać efekt, bo to nie jest tak że nagle w zespole Rush pojawiło się dwóch nowych muzyków, ale dużo(?) lepiej słyszę te szczegółowe wysokie tony. Pierwsza analogia jaka przyszła mi na myśl to rozciągnięcie histogramu fotografii. Zdjęcie niby takie samo ale wyraźniejsze i sięgające “od bieli do czerni”. Polecam wszystkim ciekawym.

Efekt uboczny jest taki, że teraz lepiej będę słyszał co żona ode mnie chce…

Rusza TMC w Polsce

Saturday, April 24th, 2010

Jakaś firma której nazwy nie pamiętam uruchamia właśnie w Polsce TMC (Traffic Message Channel). Co do skuteczności nie możemy się jeszcze wypowiedzieć, ale niektórzy właściciele nawigacji (obecnie Garmin (który szczęśliwie posiadam) i Navigon) będą mogli odczytywać na swoich urządzeniach informacje o robotach drogowych, wypadkach, mega korkach i innych utrudnieniach w ruchu a GPS tak ustawi im trasę by te problemy ominąć. Minus jest taki że na pewno trzeba mieć odbiornik z funkcją TMC i stosowną antenę (wewnętrzną lub w kabelku). A poza tym w zależności od polityki dostawcy koniecznością może okazać się zakup aktualizacji mapy. Tak więc za to niewątpliwe ułatwienie w podróżowaniu po naszym rozrytym kraju prawdopodobnie przyjdzie nam jednak zapłacić.

PS. Ciekawe czy jak włączą TMC, to w Krakowie trasę Dom->Praca Garmin, z uwagi na wszechobecne korki, wyznaczy mi przez Chrzanów?

Corcovia AD 2010

Thursday, April 8th, 2010

Znów pędzimy ku EURO, znów pomarańczowi wypełźli na ulice. Tym razem chyba dużo drogowców wróciło z Saksów bo w Krakowie zaczęto jednocześnie remont na Nowohuckiej (+ dojazdówki z centrum), Rondzie Ofiar Katynia (IKEA i MAKRO), Basztowej i Dunajewskiego. Do tego dochodzi zamknięta Gazowa (na Kazimierzu przy Wiśle) i kilkaset dziur łatanych ad-hoc.

Efektem są masakryczne korki. Dziś np. jechałem do pracy OBWODNICĄ. Jak widać jeśli punkt A i punkt B leży po dwóch stronach centrum, to najszybsza droga na pewno prowadzi przez punkt C i D.

Podobne myki zastosowano na A4 (Rzeszów-Kraków). Dlatego przed wyjazdem w trasę warto zajrzeć na tą stronę:

http://mapa.targeo.pl/Kraków?traffic

Pokazuje na bieżąco korki w mieście, ale oczywiście można sobie mapkę przesunąć i zobaczyć co tam “ciekawego” widać w Wojniczu, Łapczycy i innych highway’ach.

Na szczęście robi się ciepło i niedługo siadam na KROSS’a. Może przynajmniej na Bulwarach nie będzie korków.

Skóra i kości

Tuesday, September 8th, 2009

Lubię układać Kostkę Rubika. Pierwszą (mam ją do dziś) układałem gdy miałem kilka lat a sama łamigłówka była nowością rynkową. Klasyczna kostka ma układ 3x3x3.

Dwa lata temu kupiłem w Austrii (ale są też w Polsce)  kostkę Rubik’s Revenge o układzie 4x4x4 i w zasadzie umiem ją ułożyć (ściąga na kartce się przydaje, ale kiedyś wreszcie wejdzie do głowy).

Rok temu kupiłem maleństwo 2x2x2 i czasem pomaga mi przeżyć korek na drodze.

Wszystie razem prezentują się tak: Kostki trzy

A dziś znalazłem nowość na którą długo czekałem, szukając czegoś co jest kostką Rubika i jednocześnie nią nie jest. Nazywa się Rubik’s Mirror Cube. Jeszcze nie umiem jej układać i trochę boję się ją zmieszać.

W stanie spoczynku wygląda tak: Rubik’s Mirror Cube

a po delikatnym rozłożeniu tak:    Rubik’s Mirror Cube

A skąd tytuł? Bo do zabawy potrzeba tylko dwóch elementów: Skóry (głównie na dłoniach) i kości. Czasem przydaje się też mózg.