Archive for the ‘Ciekawostki’ Category

Pod bażantami

Sunday, June 17th, 2012

Po wycieczce do Doliny Prądnika zajechaliśmy do ciekawej knajpki, w środku niczego, na zakręcie między Prądnikiem Korzkiewskim a drogą na Olkusz. Miejsce jest dziwne, bo tak naprawdę to jakiś stary dom z drewnianą przybudówką. Kamienisty parking, niewielki szyld. Nie pasowały tylko 2 BMW i 2 Porsche na parkingu i brak miejsca na nasze auto.

A w środku weranda ze stolikami, winogrona i jedna sala z bażantami. Zjadłem eskalopki z ziemniakami i surówką. Niby nic, ale od dziś wiem że eskalopki  bardzo łatwo jest spieprzyć, bo nie wychodzą one w żadnej restauracji innej niż ta “Pod bażantami”. Moi kulinarni towarzysze również rozpływali się nad zawartością swoich talerzy.

Sprawa wyjaśniła się gdy w wolnej chwili podszedłem do ściany ze zdjęciami. Otóż restaurację prowadzi starszy, bardzo miły pan. Ma już około 90 lat. Zapytał czy nam smakuje, jak wychodziliśmy to przyniósł kapelusz który Maja zgubiła pod stołem. Niby nic, ale od dziś wiem że ten starszy pan przez lata był szefem kuchni Hotelu Francuskiego…

Rodzina

Thursday, May 24th, 2012

Julka napisała wiersz. Ukazał się nawet w szkolnej gazetce. Oto on

Rodzina

Z mamą poczytam książkę wieczorem,

z tatą będę jeździć motorem.

Pójdę z babcią na targ po ogórki,

zimą z dziadkiem pozjeżdżam z górki.

Z siostrą razem pójdziemy do kina

i do ZOO by zobaczyć pingwina.

Z bratem wyruszymy w góry,

zdobędziemy szczyty aż nad chmury.

Ciocia Ania moja kochana,

z nią będziemy plotkować do rana.

Wujek zawsze coś konstruuje

przy moim rowerze pomajsterkuje.

Moja rodzina jest zawsze kochana

i kot i pies, proszę Pana!

Julia Słupek


Tysiącpięćsetstodziewięćset

Monday, April 2nd, 2012

A konkretnie 5.000 odwiedzin w galerii zdjęć stuknęło od założenia licznika. Nie wiem kiedy to było. Myślę że na dojście do 10.000 trzeba będzie poczekać do 2015 roku

Jak nie zapomnę to odnotuję każdy tysiąc i zobaczymy jak to idzie

Podsumowanie roku 2011

Saturday, December 31st, 2011

Znów czas podsumowań. Do końca roku jeszcze parę godzin, więc napiszę co mnie tam miłego spotkało.

Rodzina

Maja z Aliena zamieniła się w Kornika. Wreszcie idzie się z nią dogadać. Nawet za bardzo :).  Płynnie posługuje się takimi wyrazami jak “identyfikator”, “kurde mole”, “obiecuję”, “chyba” i tysiącem innych. Po wyjściu z kościoła potrafi z lekkim wspomaganiem zaśpiewać zwrotkę “Przybieżeli do Betlejem”, a przecież do dwóch lat jeszcze daleko. Oj będzie w przedszkolu solistką 🙂

Julia miała Komunię, przewiosłowała kajakiem parę kilometrów, teraz biega na Uniwersytet Dziecięcy, Zuchy, angielski a w międzyczasie czyta, rośnie, śpiewa i robi popcorn.

Ja tu i tam jestem ładniejszy niż byłem 😉

Mysza po prostu Myszuje całemu temu harmidrowi.

Co w Krakowie?

W Krakowie ten rok to zmiany komunikacyjne. Nowa Nowohucka, nowe rondo Ofiar Katynia, nowa Lipińskiego i wylot z Ruczaju, nowy tramwaj na Ruczaj, nowy kawałek obwodnicy do Modlniczki. Normalnie Highway.

Muzyka

Muzycznie najlepsze płyty tego roku (niekoniecznie wyszły w tym roku, ale w tym roku trafiły na półkę) to (kolejność alfabetyczna):

  • Adele “21”
  • Dream Theater “Images and Worlds” + “Systematic Chaos”+”Black Clouds and Silver Linings” + “Awake”
  • Soundtrack “Listy do M.” (wreszcie mam składankę świątecznych hitów na poziomie)
  • Soundtrack “Tron 2.0”
  • Yemen Blues (tytuł nieznany, ale to było moje etniczne odkrycie roku)
  • Yes “Fly From Here” (po 10? latach przerwy)
  •  Zakopower “Boso”

Z kategorii muzyka warto jeszcze wspomnieć o koncercie “The Wall” Rogera Watersa w łódzkiej arenie (byłem, byłem 🙂

Filmy

No tu słabiej, ale “Listy do M.” i “Incepcja” to dwa faworyty z przeciwnych biegunów X muzy (chrzanie filmy ambitne, bo film oglądam po to by się dobrze bawić a nie po to by opowiadać że “byłem”). Na HBO z przyjemnością oglądałem serial “Gra o Tron” (na podstawie Martina). A przy okazji byłem też na ostatnim Woody Allenie “O północy w Paryżu” i…”

Książki

Tu jak zwykle gęsto. Skończyłem wszystkie tomy Malazańskiej Księgi Poległych, “Millennium” Larssona, przeczytałem dwie “Kobiety na krańcu świata” Martyny Wojciechowskiej, cztery “Blondynki…”Beaty Pawlikowskiej, antologię “Dream Songs” Martina, tradycyjnie kilka Pratchettów (jestem na bieżąco) i parę przypadkowych książek pomiedzy. A dziś prolog “Tańca ze Smokami” Martina…

Gry

Rok 2011 = Rok Nintendo 3DS (dzięki Marta :). Gry na PC nie istnieją, gry na telefon nie istnieją, gry na 3DS-a istnieją codziennie. Ulubione trzy? The Legend of Zelda: Link’s Awakening DX (RPG z Gameboya która wyszła pierwotnie w 1993 roku, w 1999 otrzymała kolory!!!, a w tym roku wyszła jako port na 3DS’a. Skończyłem ją dziś. Zajęło mi to 36 godzin czystego grania, kosztowała 24 PLN. Ktoś powie że bez sensu, ale to tak jakby bilet do kina kosztował 1,5 PLN). A poza tym : Zen Pinball 3D (jestem mniej więcej 10-ty w kraju 🙂 i logiczna “Pullblox”.

Czego nie zrobiłem

Nie kupiłem sobie zegarka. Dwa razy było blisko, bardzo blisko. Może jeszcze nie nadszedł czas? Chyba poczekam do 40-tki.

Nie kupiłem też telewizora, choć model w zasadzie już wybrany (Panasonic G30), ale umówmy się że nie jest to artykuł pierwszej potrzeby (no może bardziej przydatny niż dobry zegarek).

Nie zrobiłem 1000 km na rowerze (ale za to Maja zrobiła ze 100 na moim!)

Ale za to wyszedłem w zimie na Babią Górę

A co w 2012?

Zacznę od dalszego czytania “Tańca ze Smokami”, potem kolejna “Blondynka…”. Na pewno zagram w dwie lub trzy części “The Legend of Zelda”. Liczę też że z bliska poznam “Zion”, “Bryce”, “Arches” i parę bardziej znanych miejsc (jak się uda to opiszę). A poza tym że będą Autostrady a Koniec Świata nie. No i może uda się podjąć pewną ważną decyzję.

A wam tradycyjnie na Nowy Rok życzę “Homeostazy i Eudajmonii” 🙂

Listy do M.

Sunday, December 4th, 2011

Byliśmy wczoraj z Myszą na “Listach do M.” Rzadko chodzimy do kina (wiadomo czego) a jeśli już to dawno po premierze. Tym razem nadarzyła się okazja zobaczyć fajny film w godzinach szczytu i efekt był taki że na seans na który celowaliśmy nie było już biletów a na 21:00, półtorej godziny później było tylko kilka wolnych miejsc (w drugim rzędzie :).

Sam film bardzo ciepły, sympatyczny, śmieszny i świąteczny (bardzo przy każdym przymiotniku). Całość dzieje się w jeden dzień, w Wigilie i opowiada historię kilku par z lekko uszkodzonymi życiorysami (co dodaje refleksyjne tło do tych wszystkich chichów). Mamy więc Mikołaja na rynnie, psychologa policyjnego który z pewnego powodu zaczyna życie od nowa, drobnego złodziejaszka, pracocholiczkę, frytki z ketchupem na wigilię, kolędy, panią Mikołajową, radiowca z “Urwał nać!”dziadków-nie dziadków, psią dupę i pierogową papkę. A to wszystko bardzo świątecznie wymieszane i zakochane.

Polskie komedie romantyczne wreszcie przemówiły ludzkim głosem. (10/10?)

Troszkę zmian w galerii

Friday, November 4th, 2011

Jak wiadomo raz robię więcej zdjęć a raz mniej. Często to “więcej” wynika z jakiejś imprezy rodzinnej czy wycieczki. Z jednej strony chcę dużo pokazać (stąd np. tzw “zdjęcia babciowe” (bo babcie to chcą Julkę i Majkę oglądać pod każdym z 360 stopni i conajmniej raz w tygodniu) a z drugiej chciałbym żeby te zdjęcia które uważam za udane nie zginęły w tłumie.

Dlatego od tej pory oprócz normalnej listy miesięcy, z prawej strony będę uzupełniał (już jest) tzw. “Top” z danego miesiąca. Staram się by było to 10-20 zdjęć, ale czasem ciekawych jest tak naprawdę 5 w miesiącu, a z drugiej strony na wakacjach ciężko zrobić na tyle ostrą selekcję i zostaje ich 50-90.

Oprócz tego poprawiłem troszkę układ głównej strony.Mam nadzieję że nowości się sprawdzą.

PS “TOP” październikowy może się jeszcze zmienić bo zrobiłem trochę zdjęć których jeszcze nie ma na stronie

Miejska macalnia

Monday, September 12th, 2011

Trafił mi sie ‘fajny’ zakup.
Krótko – poszedlem do MM, patrzę a tu “Zelda spirit tracks” (gra na Nintendo) przeceniona podwójnie na jedyne 89 pln! No to wstyd nie kupić. W domu cyk, siadlem z Julką i ‘New game’. Filmik, Zelda coś o mieczu zagadała a ja miałem wrażenie jakiejś dziury w fabule.

Godzine później kliknałem drugi slot (gramy z Julką na zmiane) i szok! Gra zaczęła się inaczej…
No i już wiem dlaczego była taka tania. Jakis m&m’s po prostu sobie pograł, a potem przepakował, przecenił i puscił spowrotem na sklep 🙂
Ot narodowa macalnia maca nawet sama siebie 🙂 Kupiłem ‘nową używkę’ 🙂

Festiwal Teatrów Ulicznych

Monday, July 11th, 2011

W tym roku znów poszedłem na Festiwal Teatrów Ulicznych. Nałapałem się Kultury jak góral jodu nad Bałtykiem. Kurde!

Za rok znów pójde a za rok znów i tak aż mi się znudzi.

Rozrywka nie jest dla każdego (no może za wyjątkiem klaunów – nie mylić z cyrkowymi, bo tu poziom potrafi być bardzo wysoki), bo nie wszyscy lubią teatr w którym przez godzinę nie pada ani jedno słowo a jeśli nie ogląda się spektaklu od początku to nie wiadomo o co chodzi.

Nie będę z siebie robił konesera, więc powiem że na teatry chodzę dla:

  • śmiechu (spróbujcie sobie wyobrazić Mumio (ci od komórek Plusa), tylko zamiast słów dajcie mimikę, pomysł i improwizację),
  • “dymu i luster” (ropa, ogień, szczudła, muzyka jak w Morii),
  • gołych bab 🙂 (trafiają się fragmentarycznie),
  • pofotografować (fajne, bo nigdy nie wiesz co zobaczysz, a potem przez to że najfajniejsze teatry są późnym wieczorem, nie wiesz co wyjdzie).

Jeśli ktoś się za rok wybierze to:

  • Teatry trwają kilka dni (3-4),
  • Zwykle są na rynku (Głównym, Małym) lub przed Galerią Krakowską albo Barbakanem,
  • Przedstawienia powtarzają się (czasem zmienia się miejsce, czasem godzina), ale nie wszystkie, więc warto w pierwszy dzień zaopatrzyć się w plan festiwalu i zaplanować sobie wizyty, by zobaczyć w miarę dużo, bez zbędnego łażenia i przerw,
  • Jeśli chcecie sobie popstrykać, to warto podejść do sceny z 15 minut przed spektaklem i wybrać dobre miejsce,
  • Jeśli pierwsze dwa występy się nie spodobają to nie zrażamy się. Różnorodność jest ogromna i trzeba przyjąć że albo mieliśmy pecha albo coś jest z nami “nie teges”
  • Zwykle w dzień jest lżejszy repertuar (klauni/akrobaci, ogląda się lekko) a wieczorem lecą ognie/alegorie i trudniejsze scenariusze (trzeba śledzić sztukę i główkować o co autorom chodziło).

PS. Trochę zdjęć już niedługo w galeryjce

Wierzcie lub nie

Wednesday, June 22nd, 2011

ale ten tekst wystukalem rysikiem na ekranie 3ds-a
idzie wolniej niz na pc, ale na pewno szybciej od tych wszystkich urzedniczek co pisza jednym paluchem

Gry z piwnicy

Wednesday, June 22nd, 2011

Jakiś miesiąc temu Julka dostała konsolę Nintendo 3DS.

Technicznie maszynka ma dwa ekrany – dolny dotykowy i górny 3D, trochę guzików, mikrofon, aparat 3D, WI-FI, żyroskop i akcelerometr, gniazdo na słuchawki i kartę SD.  Razem do kupy tworzy to cechę zwaną FAJNOŚCIĄ (czytaj PODOBA SIĘ). Najważniejszą marketignowo cechą jest oczywiście 3D. Od razu mówię że fajne, ale nie takie wyskakujące jak w telewizorach tylko dodające głębi. Tak jakby za ekranem było pudełko i w nim były zawieszone jakieś rzeczy.

Odkrywanie cech konsoli trochę trwało, bo w zasadzie co tydzień coś ciekawego się znajdowało. Na początku oczywiście oprogramowanie wbudowane:

– aparat 3D – niska rozdzielczość, ale zdjęcia faktycznie są trójwymiarowe. Szkoda że można je oglądać tylko na 3DS. Oprócz tego jest jakiś programik którym można dorysować na zdjęciu trójwymiarowe wąsy i okulary.

– odtwarzacz mp3 – można nagrać swoje dzwięki lub odtwarzać mp3 z karty. Dodatkowo dochodzą zabawy dźwiękiem – można przyspieszyć lub zwolnić odtwarzanie oraz zmienić wysokość głosu, dodać kilka efektów i wzbogacać utwór instrumentami (talerze, bębny itd ukryte pod przyciskami)

– Gry Augmented Reality (rozszerzona rzeczywistość). Są w zasadzie 2. Jedna polega na strzelaniu do różnych helikopterów, ufo, balonów itp. Co w niej takiego nowego? A to że na balonach są twarze ludzi którym zrobiliśmy zdjęcie, balony latają po naszym mieszkaniu (widok z kamery z nałożoną animacją), trzeba nieźle się namachać konsolą (dosłownie góra-lewo-dół itp całą konsolą a nie jakimiś guzikami) żeby kogoś zestrzelić lub uniknąć rakiety. No i całość w 3D.   Drugi pakiecik gier to gry wykorzystujące karty AR -papierowe karty na których wyrastają wirtualne tarcze do strzelania, smoki i inne postacie. Kładziesz na stole i na karcie pojawia się “strzelnica”, albo jezioro z którego trzeba łowić ryby, albo jakaś mieszanka golfa ze snookerem. I znów machamy konsolą żeby w coś trafić.

– Krokomierz i monety – Gdy chodzimy z konsolą na stand-by, konsola liczy kroki i zamienia je na monetki (niestety tylko 10 monet dziennie). Monety można wykorzystać na dodatkowe funkcje w grach (układanie puzzli, jakaś walka z duchami, nowe tryby strzelania do kart itp).

– Street-pass i Mii – Ta funkcja w Polsce na wiele się na razie nie przydaje, ale może kiedyś. Chodzi o to że tworzymy sobie wirtualnego ludzika (Mii), włączamy Wi-Fi i idziemy na miasto. I teoretycznie jak spotkamy innego posiadacza 3DS (wyłapuje do 150m) to jego ludzik ląduje na naszym Mii Plaza a oprócz tego dostajemy mały prezencik (nowe puzzle 3D do układania) a z samą osobą możemy potem grać przez internet, jeśli ma taką samą grę jak my.

– Internet – konsola ma wbudowaną przeglądarkę internetową. Nie jest to może Opera z wszystkimi bajerami ale do mobilnych wersji Interii czy Gazety spokojnie wystarcza. Mogę też zajrzeć na TEGO bloga (potem jeszce coś poeksperymentuje), galerię a nawet wejść do banku, sprawdzić kasę czy zrobić przelew.

E-shop – internetowy sklep z grami. Wchodzisz, klikasz, kupujesz. Są opisy do gier, ekrany, trailery. Same gry niestety trochę kosztują, ale bez szaleństw. Większość po 20 PLN, te wybitne po 32 a te słabsze po 8 PLN. Oczywiście jak to zwykle bywa tych wybitnych jest kilkanaście a słabych kilkaset. I właśnie przez ten sklep, żeby kupić gry idę do piwnicy :). Chce mieć dobry sygnał z routera.

Gry – główny powód dlaczego 3DS a nie PSP jest taki że na PSP są gry do strzelania i ścigania (dla chłopaków) a na Nintendo gry logiczne, przygodowe i ogólnie lepsze dla dzieci i dziewcząt a nie tylko kopie PCtowych strzelanek. Minus jest taki że cena nowej gry jest delikatnie mówiąc NIEPRZYJEMNA, ale można trafić taniej albo kupić używaną albo te mniejsze z E-shopu.

Na razie mamy jedną  grę typowo dla dziewczynek – Animal Crossing Wild World. Taka zabawa w życie w małym miasteczku. Ma się dom, do niego kupuje się meble, łowi ryby, łapie motyle, kopie dinozaury, sadzi kwiatki i pomarańcze, pisze listy, projektuje ubrania, zbiera okazy do muzeum, ogląda niebo i rozmawia/handluje z kilkunastoma innymi mieszkańcami. Cechą szczególną gry jest ujęcie czasu. Wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. Rano robi się jasno, wieczorem ciemno, w nocy wszyscy się dziwią że chodzimy po mieście zamiast spać a jak zamówimy remont domu i Tom mówi że będzie jutro , to znaczy że trzeba wyłączyć konsolę i czekać do jutra. Dziś za cholęrę się nie zjawi.

O innych grach z serii DSiWare napiszę kiedy indziej