O dwóch takich co ukradli noc

26-27 lipca 2012

Pakowanie, jechanie, latanie i więcej latania i więcej jechania. Po południu pojechaliśmy na lotnisko JKF (brudny staroć, nijak się mający do eleganckiego Denver czy niemieckich lotnisk) a potem sruu (a właściwie srrrrrrruuuuuuuuuuuuuu bo trochę to trwało) do Helsinek i z Helsinek do Warszawy. Prawie nie spałem bo Maja koło pierwszej w nocy dostała weny kucharskiej i co chwilę pytała co mi ugotować. A mi się już oczy przewracały do spania. Noc była niestety krótka. Trwała może z 1-2 godziny. Poczułem to już w Warszawie. Co więcej napadły na mnie polskie drogi i sprzęgło we własnym samochodzie. Po 5000 km przejechanych automatykiem trochę nie wiedziałem co robić z lewą nogą, wychodziłem na wysokie obroty, parę razy szarpnęło bo zapomniałem wcisnąć sprzęgło przy hamowaniu. Na szczęście byliśmy na południu Warszawy i nie było ruchu, więc po paru kilometrach polskie odruchy wróciły i dało się jakoś jechać. Niestety polskie drogi wróciły ze zdwojoną siłą. Do Krakowa, z przystankiem na obiad jechaliśmy 6 godzin, z czego połowę prowadziła Mysza, bo samolotowa noc z Mają trochę mnie zmęczyła. Podejrzewam, że Amerykanin na polskich drogach by osiwiał i widzę to dopiero teraz. Mam wrażenie że te drogi wybudowano specjalnie w sposób który ma utrudniać jazdę. Te ciągłe zakręty, zmiany prędkości, brak pasów do lewoskrętu, brak pasów do wyprzedzania, wyboje i światła co chwilę, setki znaków, które nie wiadomo co znaczą (dla Amerykanina). W Stanach, poza metropoliami, znaki drogowe prawie nie istnieją, inne auta niewiele cię obchodzą, bo zawsze można je wyprzedzić na długiej prostej ( na zachodzie USA drogi składają się w 95% z długiej prostej) a u nas to dopiero jest Dziki Zachód…

 Jutro może napiszę jakieś podsumowanie a potem jak mi się zechce to wkleję jeszcze po 2 zdjęcia pod wcześniejsze posty. Galerię uzupełnię pewnie w sierpniu.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.