Buda z Buddą

21 lipca 2012

Pisze bloga z opóźnieniem, bo coś się nie chce komp z siecią połączyć.

Nic nie robimy. Siedzimy u Marty i Mateusza, żremy, grillujemy, obrabiam zdjęcia żeby wam szybciej pokazać. Łazimy po Mahopac ( a to jeziorko, a to straż pożarna a to jakieś Shalom Centre). Luzo-bluzo bez patrzenia na zegarek.

No i byliśmy w jakimś Chuang Yen Monastery koło Carmel. Najpierw slalom przez las, potem slalom przez jeziora i wreszcie dojechaliśmy.  W alejce stoją jakieś kamienne grube japońce i słonie a wprost przed nami japońska budowla z czerwonym, wielopoziomowym, lekko wygiętym dachem i ogromnym okrągłym oknem na przedniej ścianie. Taki klasyczny japoński pawilon, jak z Mulan. Z jednej strony wiata z jakimś dzwonem, z drugiej równie duży bęben. Przed wejściem ściągamy buty.  W środku jest jedna wielka sala z białym kilkunastometrowym posągiem Buddy siedzącym w takim jakby kwiatku zrobionym z tysięcy malutkich Buddów. Drewniana podłoga, mięciutkie ale lekko szorstkie wykładziny. Boso chodzi się bardzo przyjemnie. Plątają się jakieś japońce, jest cicho i relaksująco. Wziąłem sobie na pamiątkę jakieś ichniejsze krzaczki. Chyba nigdzie ich nie powieszę, ale może gdzieś się miejsce w pracy znajdzie. Potem poszliśmy jeszcze nad stawik z krwiożerczymi karpiami, które prawie nauczyły się latać żeby tylko zjeść trochę tosta którego ktoś im rzuci z mostku. Nawet jakieś żółwie były. Ale nie skakały. Widocznie były trochę bliższe filozofii buddyzmu niż te karpie.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.