River deep, mountain high

16 lipca 2012

Dziś pojechaliśmy do Parku Narodowego ZION. Mieliśmy szczęście bo zawsze jak wracamy do hotelu to w telewizji pokazują jakieś straszne ulewy w Utah, a my ich jakoś nie doświadczamy.  Dziś po powrocie z Zion usłyszeliśmy, że park został zamknięty z uwagi na zagrożenie burzowe. Na szczęście komunikat był „po” a nie przed tym jak zwiedzaliśmy park.

Zion w przeciwieństwie do Grand Canyon zwiedza się „dołem”. Już sam początek jest ciekawy, bo oprócz kilkudziesięciu zakrętów między skałami w ukośne paski, bardzo fajny jest sam wjazd do parku. Wjeżdża się do niego kilkukilometrowym tunelem, który ma jedną ciekawą cechę – brak w nim elektryczności, bo sam w sobie jest zabytkiem. Rolę świateł przejęły wykute w skale „okna” pojawiające się co kilkaset metrów. Wrażenie jest niesamowite, bo jedzie się prawie w całkowitej ciemności, rozświetlanej tylko przez nasze reflektory. Gdy już wjedzie się do Zion, znów z wszystkich stron wyrastają niebosiężne pomarańczowo-żółte lub czerwono-czarne turnie. Na dnie rośnie dużo drzew, wszędzie plączą się amerykańskie wiewiórki i płynie niepozorna rzeczka. I właśnie ta rzeczka jest największą atrakcją Zionu…

Park w dużej części zwiedza się w sposób jaki poznaliśmy w innych parkach Utah i Arizony, czyli autobusem z możliwością wyskoczenia na jednym z 10 przystanków. Tym razem nauczeni doświadczeniem z Arches pominęliśmy wszystkie pośrednie przystanki i pojechaliśmy na sam koniec do miejsca zwanego Temple of Sinawava. Ścieżka wiedzie dnem skalistej doliny o brzegach wyniesionych na kilkaset metrów w górę, po lewej płynie rzeczka. Wiedząc co nas dalej czeka, rozdzieliliśmy się na dwie grupy. Grupa „Normal”, czyli Mysza i Maja,  poszła sobie wolniutko wzdłuż rzeczki pogadać z Chipem i Dale’m. Grupa „Extreme” poszła trochę szybciej w głąb doliny. I tam właśnie zaczyna się FUN!!

Jeśli kiedykolwiek odwiedzicie Zion to radzę wam wziąć plecak z piciem i dwa komplety ubrań. Koniecznie krótkie spodenki. I jeśli tylko pogoda pozwoli olejcie wszystkie wcześniejsze szlaki i walcie prosto do Temple of Sinawava  i leżącego troszkę dalej Narrows…

Otóż, po pewnym czasie szlak się kończy i przecina go niepozorna rzeczka. Jeśli ktoś chce iść dalej, musi wejść do rzeki… Dno jest kamieniste, niewiele widać, ale na szczęście na pierwszej przeprawie woda sięga tylko do kolan. Potem jest jeszcze fajniej. Odległość między ścianami kanionu maleje, a głębokość rzeki rośnie. W dwóch miejscach było tak, że musiałem trzymać plecach na wysokości szyi, bo woda sięgała mi do pępka. Julce sięgała po pachy… Na jednej ze ścian jest mały wodospad, w którym Julka sobie po prostu stanęła. Przecież i tak już była cała mokra. Szlak kilka razy zakręca, ale naprawdę ciężko się powstrzymać przed brnięciem dalej. Nieba prawie nie widać.  Jest wysoko a ściany tak blisko. Minęliśmy czyjś but. Nie wyobrażam sobie powrotu boso, bo całe dno rzeki jest wyłożone kamieniami i głazami.  Kiedyś jednak trzeba zawrócić, bo na szlak jest tylko jedno wejście. Gdy wracaliśmy, Julka stwierdziła w jednym z głębszych miejsc, że łatwiej jej będzie płynąć niż iść. Wyprawa zajęła nam jakieś 2-3 godziny. Brnięcie kilku kilometrów w górskiej rwącej rzece to kolejna rzecz, którą robiłem pierwszy raz w życiu. Doświadczenie jest naprawdę niepowtarzalne.

Po wyjściu z rzeki wykręciliśmy skarpetki, buty i Julii bluzę i zastaliśmy Myszę i Maję śpiące na ławce. A na wejściu do szlaku Narrows stał wielki żółty znak, mówiący że szlak został zamknięty z uwagi na zagrożenie powodziowe…

Na pozostałe atrakcje Zion-u nie mieliśmy już ochoty, bo satysfakcja z wodnego szlaku sięgnęła poziomu 100%. Potem już tylko zmiana obuwia, kupno pamiątek, reklamówka na siedzenie (bo spodnie dalej były mokre) i pojechaliśmy z powrotem do Kanab. Do Kanab  mieliśmy jedynie 30 mil, ale Nintendo znów się przydało, bo co chwilę słyszałem z tylnego siedzenia “Teraz ja”.  

Buty właśnie schną na trawie przed hotelem. Wiem, że Narrows to tak naprawdę tylko ekstremalny szlak turystyczny, a nie dzika dzicz, ale przez te parę godzin czułem się jak Martyna Wojciechowska.

Mam nadzieję, że pogoda będzie jutro równie łaskawa, bo wracamy do Page by wejść do wnętrza kamiennej wydmy.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.