Streets of Philadelphia

10 lipca 2012

Dziś zwiedzaliśmy amerykańskie Gniezno, czyli Filadelfię. Nie wiem czy się zachwycać czy po polsku ponarzekać, bo historyczne centrum Filadelfii jest „takie se”. Jest parę ładnych, całkiem niehistorycznych drapaczy chmur i parę mniejszych „ciekawie wyciętych” budynków. No i kilka tych starszych, np. ten w którym podpisano Konstytucję Stanów Zjednoczonych. (Kurde, a gdzie podpisano Konstytucję 3 Maja???)

Widzieliśmy Liberty Bell, który wygląda jak większe wiaderko. Podejrzewam że spokojnie można by go odlać z samego serca Zygmunta. Amerykanie nie mają wiele zabytków historycznych, więc oprócz samego dzwonu było tam trochę rycin i innych okołodzwonowych zabytków (np. lampka nocna-dzwon, która nie wiem jakim cudem zasłużyła na muzeum. No chyba, że stała przy łóżku jakiegoś Lincolna czy coś).

Ładny w Filadelfii jest np. City Hall. W zasadzie spokojnie mógłby stać w Wiedniu czy innym europejskim mieście. Budynek jest dość duży jak na ratusz i ma dużo „ozdobników” (wieżyczki, pomniczki, doniczki, okienniczki). Niestety cały jest obrośnięty wieżowcami. To obrośnięcie to chyba największy problem w zwiedzaniu Filadelfii, bo nie ma tu czegoś takiego jak w historycznych centrach miast europejskich, czyli ciągłej zabudowy „z epoki”. Żadnych kamieniczek, barbakanu, murów obronnych, bruku, (rycerzy…., zamków….). Po prostu raz na jakiś czas trzeba spomiędzy banków wyłowić coś ładniejszego.

Za ratuszem jest placyk z ładną fontanną i napisem LOVE, który chyba widziałem na jakiś koszulkach. A jeszcze dalej duże rondo z fontanną, parę muzeów i długa i zadrzewiona aleja prowadząca jakieś 1,5 km w kierunku Philadelphia Museum of Art, które w kulturze masowej zaistniało głównie dlatego, że wiodą do niego Schody Rocky’ego. Pamiętacie? Eye of the Tiger…, spocony podkoszulek i do góry i w dół?

I jedna dygresja. Jak coś tam pstrykałem to jakaś babka zapytała czy jestem fotografem. Niby dziwne pytanie, ale tak naprawdę nie dziwi, jeśli tylko się trochę rozejrzymy. Amerykanie chyba nie potrafią obsłużyć niczego co ma więcej niż 2 guziki. Czym robią zdjęcia? Przypatrzyłem się dzień wcześniej w Sesame Place i wyszło że głównie telefonami, czasem „małpkami” a czasem nawet TABLETAMI. Lustrzanek, takich prawdziwych a nie hybryd widziałem może z trzy. Tablet do zdjęć to trochę przegięcie, ale jeszcze fajniejsze było gdy na chrzcinach jakiś kolo biegał z jednorazówką (takie niebieskie papierowe pudełeczko).

Ale z drugiej strony w sklepie GameStop nie było problemów z kupnem gier na Nintendo. Było ich tam z dwieście. Sklepik na skrzyżowaniu w mieścinie którą ciężko zauważyć. Gdybym miał ją przyrównać do czegoś znajomego to byłby to powiedzmy Tyniec. 10km dalej  drugi taki sklep tylko większy. Gry używane od 5 USD (badziewia) po 20 USD (hity) a nowości po 20-35 USD.  Kurde czy ten polski dystrybutor jest ślepy??

No a wracając do Filadelfii to muszę zobaczyć jeszcze raz teledysk Springsteena. Może coś poznam, choć z tego co pamiętam to więcej tam było murzynów i osiatkowanych boisk do kosza niż ratuszy i dzwonów.

Wieczorem byliśmy jeszcze na jakiejś farmie zjeść jakieś lody i zobaczyć amerykańskie krowy i kozy. Teraz jak zobaczę w Amerycę krowę to ją zagadnę „Hi, Cow are you?”

No nic. Jutro z rana samolot i dajemy na prawdziwy Dziki Zachód

One Response to “Streets of Philadelphia”

  1. Bernadeta says:

    Konstytucja 3 maja została uchwalona w Sali Senatorskiej na Zamku Królewskim w Warszawie. Mamy piękną historię parlamentaryzmu, bardzo burzliwą , ale ciekawą…

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.