Listy do M.

Byliśmy wczoraj z Myszą na “Listach do M.” Rzadko chodzimy do kina (wiadomo czego) a jeśli już to dawno po premierze. Tym razem nadarzyła się okazja zobaczyć fajny film w godzinach szczytu i efekt był taki że na seans na który celowaliśmy nie było już biletów a na 21:00, półtorej godziny później było tylko kilka wolnych miejsc (w drugim rzędzie :).

Sam film bardzo ciepły, sympatyczny, śmieszny i świąteczny (bardzo przy każdym przymiotniku). Całość dzieje się w jeden dzień, w Wigilie i opowiada historię kilku par z lekko uszkodzonymi życiorysami (co dodaje refleksyjne tło do tych wszystkich chichów). Mamy więc Mikołaja na rynnie, psychologa policyjnego który z pewnego powodu zaczyna życie od nowa, drobnego złodziejaszka, pracocholiczkę, frytki z ketchupem na wigilię, kolędy, panią Mikołajową, radiowca z “Urwał nać!”dziadków-nie dziadków, psią dupę i pierogową papkę. A to wszystko bardzo świątecznie wymieszane i zakochane.

Polskie komedie romantyczne wreszcie przemówiły ludzkim głosem. (10/10?)

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.