Archive for August, 2011

Wygon Inn II (recenzja)

Monday, August 22nd, 2011

Pod tym tajemniczym i nic nie mówiącym tytułem kryje się wydana w sierpniu 2011 przygodówka z trybem multi-player, osadzona w realiach polskich Kaszub.

Celem gry jest jak zwykle Uratowanie Świata, tym razem przed parą pracowników międzynarodowych korporacji, którzy w napływie emocji związanych z kolejnymi projektami i wyzwaniami chcą jak najszybciej nacisnąć Czerwony Guzik i wysłać resztę populacji na orbitę. Aby temu zapobiec, oboje wraz z dziećmi i paczką kumpli zostają zesłani w Dziką Głuszę , a całym ich światem okazuje się mała kaszubska wioseczka z karczmą Wygon Inn (Ej matołki z korekty! Brak polskich liter, powtórzenia!).

Gra podzielona jest na kilka etapów, których przejście zajmuje około 2 tygodni.

Na etapie tworzenia postaci bardzo ważne jest skompletowanie właściwego ekwipunku. Należy to zrobić przed wyruszeniem na wyprawę, najlepiej w Item shopie “TeżCoś“. Jeśli tego nie zrobimy, to potem może się okazać, że potrzebne będą kolcze onuce do chodzenia po wodzie za których brak możemy dostać ujemne punkty. Ważne jest też zdobycie na początek przynajmniej 50 litrów żółtego elixiru “Bleifrei“. Na szczęście jego zapasy można uzupełniać w dalszych etapach gry, choć ostatnio za 1 buteleczkę w “Item shopach” liczą sobie po 5 “coinsów”.

Etap I – Podróż do Wygon Inn

Etap niestety trochę nudny. Widać że jego celem jest klasyczne zapoznanie ze światem gry. Gracz podróżuje gościncami przez prawie 600 km, mijając po drodze kilka większych grodów (np. Torun). Niestety tekstury między miastami są dość monotonne i nie ma wiele do robienia. Zapoznajemy się z innymi graczami, uczymy obsługi podręcznej mapy itp. Na szczęście mniej więcej w połowie drogi otrzymujemy pierwszego questa. Otóż okazuje się, że wyjechaliśmy dzień za wcześnie i nie mamy gdzie spać. Po dojechaniu do celu musimy więc przekonać dozorcę Wygon Inn do udzielenia nam schronienia przed dzikim zwierzem. Oczywiście dla wprawionych graczy przekonanie przemiłej Ms. Rose nie jest żadnym problemem. Typowy quest na rozgrzewkę.

Etap II – Water below us, water above us

To niestety najnudniejszy etap gry. Poznajemy mnóstwo NPC-ów, po okolicy kręcą się dwa monstra: Biały Bongo i Czarny Winnie (ale jeśli mamy przynajmniej 9 level doświadczenia okazują się w zasadzie niegroźne). Etap jest bardzo przegadany. Świat gry ograniczony jest do samego Wygon Inn i jeziora. Chodzimy po okolicy i żmudnie przebijamy się przez kolejne ekrany dialogów. Widoczna jest wyraźna nierównowaga między powtarzalnymi teksturami lasu (rozpikslowane sosny i brzozy) a bogactwem warunków atmosferycznych (mamy wszystko od słońca po deszcz, z przewagą tego drugiego) i wspaniale oddaną wodą (min. Pixel Shader 6.2), do której parę razy można nawet wejść! Pewnie niektórzy z graczy pamiętają jak wygląda woda w innych amatorskich produkcjach – jednolita, szaro bura, płaska breja w której nic nie widać. To co programiści zafundowali nam w grze Wygon Inn II to całkiem inna bajka. Przejrzystość, piaseczek, szuwary, nawet ryby! Oby więcej takich lokacji!

Etap III – Eat it!

Pierwsze wycieczki do pobliskich wiosek (Cartusia, Coscierinia, Star Guard, By Town), głównie w celu uzupełnienia zapasów, z prostymi questami (złów rybę, znajdź zamek, kup bilet, zrób zdjęcie, zjedz loda, kup pomidory itp). Oprócz tego mamy pierwszy raz okazję wsiąść na rumaki i pognać w dal przez las. W celu urozmaicenia rozrywki, autorzy pozwalają nam pograć w mini-gry (Zenonia, Mario vs Donkey Kong: Marching Minis, Animal Crossing, Plants vs Zombies), ale warunkiem koniecznym jest zabranie na początku gry czaru “Nintendo”.

Etap IV – Obce cywilizacje

Etap o charakterze zręcznościowym. Gracz trafia do Arboretum Daendrologicum i okazuje się że okolica została opanowana przez małe zielone stworki, ukryte po różnych zakamarkach i starające się otoczyć gracza i zrobić mu Krzywdę. Głównym zadaniem gracza jest złapanie przy pomocy Wyciągacza Dusz (kolejny niezbędny składnik ekwipunku) przynajmniej 100 Zielenców w ciągu godziny. W przeciwieństwie do okolic Wynon Inn, w Arboretum mamy bardzo zróżnicowane, ręcznie malowane tekstury. W niektórych przypadkach są na tyle różnorodne, że wydaje się że niektóre tekstury drzew użyto tylko raz. Płacimy za to ograniczeniem terenu gry (kończy się siatką).

Po wykonaniu misji w Arboretum gracz zostaje przeniesiony do gockiej (nie mylić z gotycką) krainy Odr. Tu mały zawód. Lokalizacja w zasadzie nie uległa żadnym zmianom w stosunku do wydanej w 2009 roku gry Wygon Inn I. Dalej mamy te same kilkanaście kamiennych kręgów, dalej te same prastare porosty i nic więcej. Zwykle w sequelu autorzy dodają jakieś nowe elementy, poprawiają tekstury a tu NIC.

Etap kończymy sekwencją zręcznościową – żelaznym koniem, leśnym traktem wracamy do Wygon Inn, gdzie w nagrodę czekają nas ławy pełne strawy!

Etap V – Dungeons & Dragons

Najbardziej rozbudowany etap. Do naszej drużyny dołaczają nowe postaci z grodu Przemysława. Przez kilka godzin chodzimy po labiryntach zamku Marlboro (zbudowanym przez wrogi klan Black Cross Knights). To mistrzowsko zaprojektowany etap, pełen labiryntów, tajnych przejść, ciemnych korytarzy, schodów i komnat ze skarbami. Głównym celem gracza jest zdobycie trzech pierścieni Tandety dla trzech księżniczek z południa. Ku wielkiemu zaskoczeniu graczy (uwaga SPOILER) okazuje się że można je zdobyć u miejscowych kupców w Podgrodziu, za jedyne 5 coinsów. Kolejnym zaskoczeniem jest to, że gdy graczom wydaje się, że etap dobiegł końca, okazuje się, że podczas wędrówek po piwnicach zamku, na wszystkich rzucono klątwę Strasznego Głodu i przed udaniem się na spoczynek konieczne jest zdobycie odtrutki w postaci jadła w jednej z miejscowych karczm. Co więcej, później okazuje się że na odtrutkę z karczmy potrzebna jest kolejna odtrutka. Gracze na niskich levelach doświadczenia (mniej niż 10),  którzy na początku etapu, albo najpóźniej dzień wcześniej nie udali się do karczmy na suty posiłek, mogą mieć problemy z ukończeniem tego etapu!

Etap VI – You Can Danzig!

Hanzeatyckie miasto portowe oddane z wielkim pietyzmem. Spacer po ulicach i wnętrzach (np. Ratusz) przypomina nam inne wspaniałe lokacje, zwłaszcza z gry “Amsterdam Sea Boss” (2010) czy starszych produkcji z przełomu wieków (np. “Triple Town Adventures”). W zamian za posiłek w Tawernie Dominikańskiej zyskujemy dostęp do kolejnej mini-gry Nintendo (Shantae: Risky’s Revenge).

Etap VII – Wdhzydhzetooholskie

Etap można przejść w zasadzie wyłącznie w trybie “Solo mode”. Naszym celem jest dotarcie do jeziora Wdhzydhze a konkretnie do leżącej nad nim osady Lipy. Podróż wiedzie leśnymi ostępami i gościncami, osady ludzkie (a nawet pojedyńczych NPC-ów) spotykamy bardzo rzadko. Cechą szczególną etapu jest możliwość użycia tylko jednego Power-up’a i bardzo uboga mapa okolicy, co powoduje że trzeba dobrze wyważyć siły i skoncentrować się na dotarciu do celu. Na miesjcu trafiamy do bardzo dziwnej krainy, w której mnóstwo ludzi i zwierząt żyje nad brzegiem jeziora, w małych chatkach z talerzami skierowanymi w niebo!

Etap VIII – D-Day (Big Boss is coming!)

Mała odskocznia od normalnej gry. Ten etap pokonujemy bowiem w łodziach! Zadaniem drużyny gracza jest dotarcie do krain po drugiej stronie jeziora Wygon Inn (zbieżność nazw przypadkowa), zdobycie plaży i wybudowanie tam umocnień.  Po raz kolejny bardzo istotne jest odnowienie zapasów siły i many, ale w nagrodę rośnie nam poziom doświadczenia a nasze postacie zdobywają nowe umiejętności. Tu muszę przyznać że połowę trudu wędrówki i wybudowanie umocnień powierzyłem współgraczowi – Julce. Wieczorem okazuje się, że to wszystko przygotowanie do kończącej etap walki z Big Boss’em Gregogonem, który czeka na graczy po powrocie z wyprawy. W walce konieczne jest zręczne ser’wowanie, częste sięganie po flaszeczki z eliksirami i stosowanie combo’sów (np. pomidory, feta i oliwki, albo grill-kielbasa-musztarda).  Późnym wieczorem Big Boss Gregogon zostaje pokonany!

Na zakończenie dodam,  że przez całą grę mamy jeden główny quest: opiekujemy się małym bezbronnym skrzatem z gatunku Maya, któremu ciągle trzeba dostarczać posiłki, utrzymywać poziom czaru “Fun” na wysokim poziomie i dbać by nic sobie nie zrobił (ma bardzo słabe uzbrojenie, prawie nie zna czarów i nie potrafi samodzielnie zdobyć pożywienia). Nawet proste potwory z level 1 (żaba, kot, pająk) czy zwykły upadek potrafią mu zrobić krzywdę. Bardzo przydatna okazuje się znajomość czaru “Elmodividi”. Rekompensatą za ten quest jest bardzo wysoka “grywalność” i nabycie przez Mayę kilkunastu poziomów doświadczenia, co z pewnością pozwoli jej kiedyś wykonywać trudne questy samodzielnie.

Podsumowanie

+ wiernie oddany klimat średniowiecza (Odry, Marlboro Castle, Cartusia, By Town)

+ bogaty tryb multi-player

+ zróżnicowane środki transportu (duże i małe żelazne konie, łodzie, piesze wędrówki)

+ wspaniała animacja wody

– autorzy przesadzili z realizmem efektów atmosferycznych (za dużo chmur, deszczu a nawet! niskie temperatury)

– niektóre lokacje żywcem wzięte z pierwszej części gry

– w niektórych lokacjach nie działają popularne zaklęcia Teleportacji, Wszechsieci i Timobileucha.

Ocena ogólna: 7/10

Pod złodziejem pampers gore!

Sunday, August 21st, 2011

Maja ukradła dziś traktor 🙂

Poszliśmy do Empiku poszukać Elmo. Majka siedziała w wózku. Szybko załatwiliśmy co trzeba i wyszliśmy. Na bramkach wózek zaczął pikać, ochroniarz nas zatrzymał do kontroli, ale wyszło że Maja miała DVD z Elmo w ręku i kasjerka słabo je rozmagnesowała. Powrót to kasy, szu-szu po magnesach i do domu. A przed samochodem podnosimy Maję z wózka A TAM TRAKTOR! A my brech 🙂 Trąbka sobie zarąbała książeczkę i wsadziła pod tyłek!

Okoliczności szczególne:

Primo: Maja cały czas siedziała w wózku

Secundo: Była zapięta

Tertio: Byliśmy cały czas obok

Quattro:  Całość trwała może 15 minut

PS. Traktorek wbrew normom społecznym zostawiliśmy na pamiątkę (Empik stracił 11.99 PLN).

PS2. Ale by były jaja gdyby strażnik lepiej obszukał wózek na pikaniu…