Archive for July, 2011

Zimny Lech

Monday, July 11th, 2011

W niedziele i znajomków walnąłem bezalkoholowego Lecha.

I kicha! Siuśki panny Juśki!

Jeśli tak smakuje piwo to ja już tego fenomenu wogóle nie rozumiem. Albo dostałem słabego sampla, albo mam awersję do wszystkich Zimnych Lechów albo spodziewałem się czegoś smaczniejszego. Miliony much nie mogą się mylić(?). Smakowało to jak mieszanka tonicu (bardzo lubie), z dolewką szampana dla dzieci (błee) i to rozcieńczonego tak mocno że miałem wrażenie że to napój chłodzący z gatunku homeopatycznych. Jedyny plus to to, że dobrze gasi pragnienie. Nie chciało mi się potem nic pić, a Zimnego Lecha zwłaszcza.

Próba odbyła się z dala od cywilizacji, pod kontrolą trójki dorosłych, dwojga dzieci i psa (na wypadek gdyby skutki były ciekawsze). W sumie to po wypiciu takiego wynalazku z 0,5 promila, mój “stały promil” rozcieńczył się  od 0,75 i to mogła być przyczyna wątpliwego sukcesu soku z chmielu. Jakbym pracował w LOGO, na ostatnich stronach, to bym wkleił do tego posta swojego krzywego ryja z takimi łapkami na “błeee”.

Żeby chciało się pisać bloga

Monday, July 11th, 2011

To musi się chcieć.

Chcenie jest znacznie łatwiejsze gdy komputer jest w pobliżu. Niestety wiele ciekawych postów przyszło mi do głowy gdy jechałem samochodem albo rowerem. Nie dało się ich od razu wystukać na klawiaturze i przepadły. Nigdy ich nie przeczytacie.

Challenge-R

Monday, July 11th, 2011

W sobotę skończyła się Era wahadłowców. Ostatni prom kosmiczny odleciał w Kosmos.

W niedzielę zaczęła się Era rowera.  Maja pierwszy raz przejechała się z nami rowerem (w foteliku!) do Kładki Bernatka. Uśmiech od ucha do ucha i rozbiegane ręce wskazywały że dla niej to był niezły Kosmos 🙂

Festiwal Teatrów Ulicznych

Monday, July 11th, 2011

W tym roku znów poszedłem na Festiwal Teatrów Ulicznych. Nałapałem się Kultury jak góral jodu nad Bałtykiem. Kurde!

Za rok znów pójde a za rok znów i tak aż mi się znudzi.

Rozrywka nie jest dla każdego (no może za wyjątkiem klaunów – nie mylić z cyrkowymi, bo tu poziom potrafi być bardzo wysoki), bo nie wszyscy lubią teatr w którym przez godzinę nie pada ani jedno słowo a jeśli nie ogląda się spektaklu od początku to nie wiadomo o co chodzi.

Nie będę z siebie robił konesera, więc powiem że na teatry chodzę dla:

  • śmiechu (spróbujcie sobie wyobrazić Mumio (ci od komórek Plusa), tylko zamiast słów dajcie mimikę, pomysł i improwizację),
  • “dymu i luster” (ropa, ogień, szczudła, muzyka jak w Morii),
  • gołych bab 🙂 (trafiają się fragmentarycznie),
  • pofotografować (fajne, bo nigdy nie wiesz co zobaczysz, a potem przez to że najfajniejsze teatry są późnym wieczorem, nie wiesz co wyjdzie).

Jeśli ktoś się za rok wybierze to:

  • Teatry trwają kilka dni (3-4),
  • Zwykle są na rynku (Głównym, Małym) lub przed Galerią Krakowską albo Barbakanem,
  • Przedstawienia powtarzają się (czasem zmienia się miejsce, czasem godzina), ale nie wszystkie, więc warto w pierwszy dzień zaopatrzyć się w plan festiwalu i zaplanować sobie wizyty, by zobaczyć w miarę dużo, bez zbędnego łażenia i przerw,
  • Jeśli chcecie sobie popstrykać, to warto podejść do sceny z 15 minut przed spektaklem i wybrać dobre miejsce,
  • Jeśli pierwsze dwa występy się nie spodobają to nie zrażamy się. Różnorodność jest ogromna i trzeba przyjąć że albo mieliśmy pecha albo coś jest z nami “nie teges”
  • Zwykle w dzień jest lżejszy repertuar (klauni/akrobaci, ogląda się lekko) a wieczorem lecą ognie/alegorie i trudniejsze scenariusze (trzeba śledzić sztukę i główkować o co autorom chodziło).

PS. Trochę zdjęć już niedługo w galeryjce

Yemen Blues

Monday, July 11th, 2011

Tydzień temu byłem na koncercie na Szerokiej (Festiwal Kultury Żydowskiej).

Wyniosłem z niego jedno – płytę izraelsko-jemeńskiego zespołu YEMEN BLUES. (Tak naprawdę to wyniosłem ją z łącza DSL, ale bardzo chciałem inaczej…). Brzmią arabsko, hipnotycznie, energicznie, ale przede wszystkim INACZEJ.

A teraz jak sobie wieczorem stanę z zimnym łokciem na światłach i puszczę arabów, to ludzie się dziwnie patrzą na przystankach. (Taka celowa prowokacja, bo niektórzy to chyba w życiu nie słyszeli czegoś co nie leci na Esce czy Zetce.)

(jak się znudzą, to na światłach puszczę Bollywood 🙂