Archive for August, 2010

Słuchaj uchem a nie brzuchem

Sunday, August 15th, 2010

Jakieś 10 lat temu (kurcze ale ten czas leci) kupiłem sobie dobre hi-fi (Yamaha+B&W) (audiofile nie śmiać się!)

Raz na jakiś czas nadchodzi ten czas gdy człowiek zastanawia się czy dałoby się niedużym wydatkiem podnieść jakość dźwięku (“złote gniazda”, “kabelek za 200 PLN/metr” itp). Do mnie ten czas przyszedł dziś, w dniu w którym wszystkie sklepy są zamknięte. A jednak udało się!

Zainwestowałem parę złotych (a właściwie żona zainwestowała nieświadomie parę miesięcy temu) i poprawiłem jakość na “ostatnim ogniwie łańcuchu dźwiękowego” – w swoim UCHU! A jak? A tak:

Bierzemy wodę utlenioną, kładziemy się na boku i wysoce precyzyjnym narzędziem (czyli tym co kto znajdzie w domu) wlewamy sobie ją do ucha. Czekamy… i “woda sodowa uderza nam do głowy” a właściwie do ucha. Z chemii zawsze byłem cienki (nawet czwórki się zdarzały 🙂 ), ale wyczytałem w internecie, że któryś z tych nadmiarowych tlenów z wody, jak sama nazwa wskazuje -utlenionej, wiąże się w naturze z woskowiną z uszu ( w przeciwieństwie do cukru który w naturze NIE wiąże się z pomarańczami). Efektem jest “bobelkowanie w uchu” które znakomicie rozpuszcza woskowinę tam gdzie wzrok i patyczek nie sięga. Po pół godzinie (5 minut zastanawiania się co i jak, a potem po 10 minut na każdym z boczków i 5 minut na schnięcie) odpaliłem na nowo Yamahę… i poczułem się jakbym miał sprzęt o 1000 PLN droższy.

Ciężko opisać efekt, bo to nie jest tak że nagle w zespole Rush pojawiło się dwóch nowych muzyków, ale dużo(?) lepiej słyszę te szczegółowe wysokie tony. Pierwsza analogia jaka przyszła mi na myśl to rozciągnięcie histogramu fotografii. Zdjęcie niby takie samo ale wyraźniejsze i sięgające “od bieli do czerni”. Polecam wszystkim ciekawym.

Efekt uboczny jest taki, że teraz lepiej będę słyszał co żona ode mnie chce…

Gwiazdka z nieba

Friday, August 13th, 2010

Przez przypadek dowiedziałem się że wczoraj nad moją ulicą przelatywały Perseidy. No to wziąłem fotoaparatnik i po paru balkonowych próbach żeby zobaczyć co i jak wychodzi pojechałem do Bodzowa. Na łące koło parku linowego spędziłem w nocy z półtorej godziny (gdzieś między 0:30 a 2:00). Komary pogryzły mi łapę w której trzymałem pilot do Olka, ale udało mi się zobaczyć 15 meteorów! A parę nawet mam na zdjęciach… Oczywiście przy każdym przelocie poza “o jest!” myślałem sobie życzenie. Jak się nie spełni to mam dowód na zdjęciu że “roszczenie jest uzasadnione”.

Gdyby ktoś chciał pstrykać:  Im dalej miasta tym lepiej (bo ciemniej i lepiej widać). Statyw, czas na 20-30 sekund, ISO około 1600 (oczywiście zależy od tego jak czyj aparat szumi i jak jasny jest obiektyw). Obiektyw max szeroko i max jasno i jedziemy zdjęcie po zdjęciu. Celować nie ma co bo meteor pojawia się na 2-3 sekundy, czasem krócej. Trzeba pamiętać że nie wszystko co się złapie jest od razu Perseidą. Jak na zdjęciu wyjdzie ” w koraliki” to pewnie samolot a jak z tępym końcem (bez zwężania tylko ucięty natychmiast) i na dwóch zdjęciach w jednej linii, to podobno satelita.

Następne Perseidy za rok i nie tylko nad moją ulicą. Jak nie przegapię to jadę w środek niczego i znowu popstrykam. A zdjęcia będą w galerii.