Archive for May, 2010

Woda

Wednesday, May 19th, 2010

Maj mamy w tym roku fantastyczny. Pada i pada i pada. No i skutek jest taki, że w Krakowie, a przynajmniej na niektórych ulicach mamy podtopienia a most Dębnicki stoi w wodzie.

Mieszkam na górce więc czuję się bezpiecznie, ale Tyniecka jest już w zasadzie częścią Wisły. (A dopiero co załatali mi dziury!). Z Sodowej nie można wyjechać do miasta inaczej niż przez dziki mostek koło Smoczej Krainy. Otworzyli też przejazd na Ruczaj, obok rezerwatu. Gdyby nie te dwie dróżki to ciężko byłoby się wydostać do miasta. Zdjęcia najbliższych okolic wrzuciłem do galerii. Gorzej jest na Nowohuckiej skąd dziś rano “ewakuowałem”(?) przyjaciół. Wodę mają niedaleko bloku a tam jest o wiele bardziej płasko niż u mnie.

Jutro mam urodziny, miałem sobie pojeździć rowerem , pogrzać się w słońcu i popstrykać. Urodziny będą, z roweru nici (buty rowerowe “suszą” się na balkonie po wczorajszej wycieczce nad Wisłę). Popstrykać pewnie coś tam popstrykam, choć nie o takich zdjęciach myślałem jak sobie planowałem urlop.

E-30

Wednesday, May 19th, 2010

Żeby nie wszystko było takie katastroficzno-szaro-mokre, to muszę się przyznać że zgodnie z “planem sześcioletnim” kupiłem sobie nowy aparat. Nauka trwa. W jakości obrazu wielkich zmian nie ma (poprzedni C-8080 ma jednak świetny obiektyw), ale mówiąc krótko, nowy Olek “ostrzy w ciemnej dupie”, jest bardzo szybki i znacząco ułatwia robienie zdjęć w warunkach w których poprzedni sprzęt czasem wymiękał. Oczywiście nie zwalnia od myślenia i jeszcze trochę czasu minie zanim będę mógł w ciemno ustawiać wszystkie parametry i zawsze mieć dobre zdjęcie, ale wiem że będę zadowolony. Wiem że teraz są nowsze i być może lepsze sprzęty (np. ISO mają podobno lepsze) ale ten daje mi wystarczająco dużo miejsca do rozwoju, a przy okazji zachowałem stare karty, baterie (mam już 4!) i lampę. No i na wcisk wchodzi w starą torbę, więc same plusy.

Z plusów technicznych, pomijając ogromną szybkość działania:

– 11 krzyżowych pól AF,

– ręczne ostrzenie obiektywu bez pośrednictwa jakichkolwiek silniczków. Nie muszę nawet wchodzić w tryb MF, po prostu wtedy kiedy chcę zaczynam kręcić obiektywem i już, (choć patrząc na zachowanie AF widzę że ręczne ostrzenie będzie rzadko wykorzystywane)

– ustawianie własnego balansu bieli z białego wzorca (np. kartki) jednym przyciskiem,

– stabilizacja obrazu w korpusie i czyszczenie matrycy,

– poziomica,

– 5 klatek na sekunde (gdy potrzeba),

– w pełni uchylny i odchylny wyświetlacz z podglądem na żywo,

– dwa pokrętła,

–  w cholerę opcji kustomizacji.

Dla zainteresowanych : jest to Olympus E-30, do tego obiektyw Olympus Zuiko 12-60 SWD 2.8-4.0, filtr UV Hoya HMC Super i jakiś polar no-name. Recenzje choćby tu: Body, obiektyw. ( i nie czytać mi tu recenzji na optycznych, bo coś się tam gościom pochrzaniło i ich wyniki odstają od reszty)

Razem waży to ~1,35 kg (he he, “Aparaty na kilogramy! Tanio!, Okazja! Skarpety polecam!) ale cóż, wyrobię sobie mięśnie kręgosłupa, biceps i nadgarstek (same plusy!).

Fahrenheit

Sunday, May 2nd, 2010

Po dłuższej przerwie skończyłem grę “Fahrenheit”. Czym jest Fahrenheit? Przygodówką z grafiką z trzeciej osoby, trochę kryminalną (rozwiązujemy zagadkowe morderstwo), trochę horrorem (często jesteśmy na cmentarzu, atakują nas meble), trochę fantastyką (SI, duchy, inne światy).

Cechy szczególne gry:

– gra jest bardzo filmowa. Dużo animowanych przerywników, ekran dzielony jak w filmie sensacyjnym (również w czasie naszych działań),

– bardzo ciekawie zrealizowane elementy zręcznościowe – żeby dany fragment akcji (rozmowa, strzelanina, ucieczka) poszły po naszej myśli trzeba bardzo szybko naciskać różne klawisze w odpowiedniej kolejności. Inaczej bohater spadnie, udusi się albo go zastrzelą,

– gramy trzema postaciami na zmianę (parą detektywów i uciekającym zabójcą), czasami odwiedzamy tą samą lokację każdą z nich i widzimy dane wydarzenie z trzech różnych perspektyw,

– zabójcą jest główny bohater, który nie ma pojęcia dlaczego zabił,

– gra jest bardzo na serio,

Ocena – Piąteczka!

fahrenheit-2007-01-28-08-28-12-10.jpgfahrenheit-2007-01-28-08-19-17-14.jpgfahrenheit-2007-01-28-05-01-17-20.jpg

Pilipiuk

Sunday, May 2nd, 2010

Jakby komuś się zachciało polskiego fantasy(?) to zdecydowanie ODRADZAM piśmidła Andrzeja Pilipiuka o Jakubie Wędrowyczu (Kroniki Jakuba Wędrowycza, Wieszać każdy może, Weźmisz czarno kurę, Homo Bimbrownicus).

Kicha, kiła i konopie!

Stary dziadek lata za duchami i satanistami ale przede wszystkich chla wódę i ma w kieszeni nieskończony zapas granatów a w szopie ruskie pepesze. Krótkie opowiadania są jeszcze znośne, ale wszystko powyżej 50 stron to już grafomania. Tematy od sasa do lasa – wilkołaki, Lenin wśród faraonów, hotel z satanistami i wejściem do piekła, wysadzanie studni bimbru. Gdyby z książki wyciąć zdania o bimbrze, piwie i kacu to schudła by o połowę. Takie połączenie (marne) Samych swoich, Kiepskich i Archiwum X.

Kupiłem bo w empiku była dwudniowa promocja 3 za 2 i nie znalałem  tego co chciałem. Naciąłem się, bo złamałem regułę “Jeśli nie wiesz co kupić, kup Pratchetta”.