Archive for March, 2010

Dwa lata w Malazie

Wednesday, March 17th, 2010

Właśnie skończyłem ósmy, na dziś ostatni wydany, tom “Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” Stevena Eriksona. Pierwszy tom wziąłem do ręki dwa lata temu.

Pierwsze wrażenie? Poraża (a czasem przytłacza) rozległością magii, bogów, spisków, wojen, kultur i ras, splecionych razem w bardzo bogaty świat, przy którym “Władca pierścieni” to w zasadzie opowiadanie o kilku kumplach na wycieczce i złym sąsiedzie za płotem.

Akcja toczy się w świecie targanym wojnami i skutkami dawnych wojen i konfiktów między bogami i rasami. Przez karty powieści przewija się kilkaset(!) postaci (ludzi, nieumarłych, bogów, bogów którzy kiedyś byli ludźmi i ludzi którzy tak naprawdę są bogami)). Z tych kilkuset postaci, około setki przewija się przez całą książkę, co powoduje że w zasadzie nie ma w niej jednego głównego bohatera, ale dzięki temu każdy znajdzie w niej swoją ulubioną postać – złodzieja, skrytobójcę, drużynę saperów, historyka, najbiedniejszego geniusza ekonomii i jego sługę (pradawnego boga), niepokonanego cesarza i wojownika który go zabił, ciamajdowatych strażników i wrednych bandziorów, duchy i demony, sympatycznych nieumarłych “żyjących” od kilkdziesięciu tysięcy lat i kilkuletnie dziecko pracujące w kopalni. Największą zaletą jest duża różnorodność postaci i skomplikowane charaktery. Bardzo często jest tak, że po kilkuset, albo paru tysiącach stron od poznania postaci diametralnie zmieniamy sposób w jaki ją postrzegamy. Zaczynamy rozumieć motywy bohaterów negatywnych, zaczynamy im współczuć lub wręcz stajemy po ich stronie.

Oprócz ogromu świata najbardziej spodobały mi się dwa zastosowane zabiegi. Po pierwsze, bardzo często Erikson pokazuje nam jakieś wydarzenie oczami kilku bohaterów jednocześnie, czasem w skali mikro (ktoś wychodzi z baru, towarzyszymy mu przez kilka akapitów a potem nagle to samo zdarzenie widziane jest przez skrytobójcę z którym leżymy na dachu i myślimy jak najlepiej usunąć przechodnia w dole spośród żywych), a czasem w skali makro, gdzie bitwa lub cała wojna pokazana jest jednocześnie ze strony oblegających i obleganych, pościg z punktu widzenia ofiary i ścigającego. Druga sprawa to coś na co po części wskazuje tytuł cyklu – wielu pozytywnych bohaterów ginie, czasem heroicznie, czasem przypadkiem, co dodatkowo podnosi realizm przedstawionego świata (o ile ktoś przyjmie za realne podróże między światami i to że część bohaterów nie należy do świata żywych).

Książka jest przeogromna w każdym tego słowa znaczeniu. Osiem ksiąg to w sumie 8.230 stron. Wydany w podobnym formacie Władca Pierścieni to raptem 1.400 stron. Teraz rozumiem dlaczego Tolkien twierdził, że jedną z podstawowych wad Władcy, zgłaszanych przez czytelników jest to, że książka jest za krótka. W przypadku “Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” na pewno tak nie jest. Oczywiście przy takiej objętości Erikson nie ustrzegł się od paru “filozoficznych dłużyzn” których zrozumienie, choćby częściowe, wymaga dużego samozaparcia i szczerze mówiąc mnie przerosło, ale nawet jeśli wytniemy te ciężkie fragmenty to i tak zostanie z tego prawie “metr” twardego fantasy.

Zdecydowanie polecam, choć z uwagi na objętość, na przewracanie kartek należy sobie zarezerwować przynajmniej pół roku intensywnego czytania. Podobno dwa tomy jeszcze przed nami.

Jedno zdanie na koniec – większości ludzi “Fantasy” kojarzy się z jednym schematem: “Młody chłopak, bida z nędzą, odkrywa w sobie powołanie do zbawienia świata, albo ktoś, zwykle jakiś mag uświadamia mu, że celem jego życia jest uratowanie świata od Strasznego-Złego, który wcześniej zwykle zrobił temu chłopakowi, albo komuś za płotem Coś-Złego. Żeby uratować świat ma pójść w Straszne-Miejsce , pokonać Zezowatego-Potwora i przynieść Cudowną-Rzecz, która sprawi że Straszny-Zły zesra się w gacie.” To tak jakby uważać że cała muzyka to mniej więcej “Wlazł Kotek na płotek i mruga”, tylko trochę inaczej zagrany. To czego dokonał Erikson, czy np. George Martin w swojej “Pieśni Lodu i Ognia” to ZUPEŁNIE inna klasa. To klasyka literatury fantasy, zasłużone miejsce w pierwszej piątce powieści tego gatunku.

A teraz przede mną “Kroniki Amberu” Rogera Zelaznego. Napisana w latach siedemdziesiątych, kolejna obowiązkowa pozycja z kręgu fantasy i fantastyki. Liczę że również ona mnie nie zawiedzie.

http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/steven_erikson/przyplywy_nocy_tw/recenzja

http://malazanempire.com/site/index.php

http://www.biblionetka.pl/bookSerie.aspx?id=7098

http://www.biblionetka.pl/stats.aspx?genre=20

Nowe funkcje w Galerii

Sunday, March 7th, 2010

Galeria ze zdjeciami zyskała parę nowych funkcji. Oprócz zmiany układu i kolorystyki (przepraszam za dość “niemój” róż, ale przyjmijmy że pasuje do tematu lutowej galerii), doszły dwie ważne rzeczy:

Przejście między zdjęciami jest możliwe na 4 sposoby:

  •  tradycyjnie przez miniaturki po bokach (standard)
  • strzałeczkami na górze (nuda i małe)
  • PRZEZ KLIKNIĘCIE Z BOKU ZDJĘCIA (ale na nim!). Prawy bok = następne, lewy pok = poprzednie. Kliknięcie w środek powoduje powrót do indeksu
  • KLAWISZAMI – strzałka w prawo = w prawo a strzałka w lewo = (uwaga!) w lewo!

Do indeksu wracamy albo przez kliknięcie na środku zdjęcia albo paskiem na górze albo gwiazdką z kwadratami.

Możliwość komentowania i oceny!!!!

Wystarczy kliknąć “ołówek” na dole, wpisać “Znowu beznadzieja. Lepiej sprzedaj ten aparat!” i ewentualnie wybrać znaczkami -/+  ocenę zdjęcia.

Oczywiście to wszystko można znaleść w linku “pomoc” na dole galerii, ale kto czyta pliki pomocy?

Muse w Krakowie!

Tuesday, March 2nd, 2010

Takiej rockowej gwiazdy w Krakowie jeszcze nie było. Dzisiaj na konferencji prasowej ogłoszono pierwszego wykonawcę Coke Live Music Festivalu. Pod koniec sierpnia pod Wawelem zagra jeden z najlepiej koncertujących zespołów dekady – zespół MUSE!

Idę na pewno. 20 albo 21 sierpnia. Babcie szykujcie support dla wnuczek!

Puszki, słoiki i inne garnki

Tuesday, March 2nd, 2010

Zgodnie z planem sześcioletnim, w maju 2010 prawdopodobnie zmienię aparat. Nie jestem “onanistą sprzętowym” więc na pewno nie będzie to żaden “topowy” model. Chcąc wykorzystać dotychczasowe baterie, karty i lampę najprawdopodobniej wezmę Olympusa E-620 lub E-30 i do tego obiektyw 14-54 (2,8-3,5) lub 12-60 (2,8-4,0). O wyborze zdecyduje rzut monetą i kurs dolara. Mój dotychczasowy kompakt C-8080 uwiera mnie tylko w dwóch, może trzech miejscach i gdyby nie one to pewnie jeszcze długo nie zmieniłbym aparatu.

Cyfrówki są bardzo popularne. Nie ma się co dziwić, bo wygoda korzystania jest nieprzeciętna. Puszki (body) i słoiki (obiektywy) są też tematem rozmów, wiele osób namawia na taki czy inny świetny sprzęt albo rozwodzi się nad takimi czy innymi cechami konkretnych modeli, uważając że teraz to już tylko “pełną klatkę” trzeba kupić itp, itd, a zdjęcia są tym lepsze im lepszy ktoś ma aparat.

Wg mnie jest w tym trochę prawdy (“lustro” jest generalnie szybsze i wierniejsze od “małpki”), ale nie ma co przesadzać. Generalnie uważam, że powiedzieć fotografowi : “Super zdjęcie! Pewnie masz świetny sprzęt” , to to samo co powiedzenie kucharzowi: “Super zupa! Pewnie masz świetne garnki”.

(bo zupa była przysłona)

Batman zawsze dzwoni dwa razy

Monday, March 1st, 2010

Dziś rano pojechałem do Tesco. Rzut oka na gazety… O, “Batman Początek” w Newsweeku! 9,50 PLN. Biorę.

Przyjeżdzam do domu, odrywam z gazety, wsadzam palucha między filmy na półce żeby zrobić miejsce na nową płytę. Paluch ląduje między “Batman początek” a “Łowca androidów”… (jak ktoś nie czyta uważnie to proszę ostatnie zdanie one more time)

Każdy kiedyś kupił coś dwa razy (np. jogurt albo szampon). Mi się to przytrafiło już drugi raz. Poprzednio kupiłem dwa razy “The last continent” Pratchetta, ale na szczęście udało się wymienić na inny tom.

Kupno dwa razy tego samego jogurtu to nic dziwnego, kupno dwa razy tej samej książki czy filmu to już kapkę co innego. Gdzieś jest granica normy. Co trzeba kupić dwa razy żeby zgłosić się na badanie?

Programosy na komórkosy (2)

Monday, March 1st, 2010

Znowu kilka programów wpadło mi w oko. Moim zdaniem dość użytecznych, a co ważniejsze wszystkie są freeware.

  1. Shopping list – Jak sama nazwa wskazuje jest to program do tworzenia list zakupów. Z powodzeniem zastępuje papierową karteczkę. Obsługa jest bardzo prosta: Tworzymy katalog produktów (mleko, pampersy, herbata itp), później spośród nich wybieramy te które mamy kupić a w sklepie możemy sobie “odptaszkować” to co już kupiliśmy. I tyle. Można tworzyć wiele list zakupów, przy towarach przypisywać ilości do kupienia itp, ale to już tylko “zbędne bajery”. Program dostępny np. przez https://store.ovi.com/
  2. SITKol Nawigator – rozkład PKP w komórce. Program pozwala znaleźć połączenie ze stacji A do B, sprawdzić podstawowe informacje o pociągu (klasy, dni kursowania, WARS), przejrzeć rozkład jazdy danej stacji, sprawdzić informacje o opóźnieniach (pewnie pojawiają się z opóźnieniem), pokazać na mapce trasę pociągu, podstawowy plan największych miast itp. Wyszukane połączenia są zapamiętywane na liście “Moje połączenia” co bardzo ułatwia obsługę jeśli ktoś często jeździ na danej trasie. Program występuje w dwóch wersjach: jako program instalowany wprost na komórce (http://rozklad.sitkol.pl/bin/help.exe/pn?tpl=sitkol2go&) albo jako mobilna strona internetowa (mobile.sitkol.pl)
  3. Pipes – gra logiczna. Na ekranie mamy szachownicę z rozsypaną rurą. Zadaniem gracza jest takie przekręcanie płytek planszy by wszystkie kawałki rury ułożyły się w jedną całość. I tyle. Idealne na parominutowy przerywnik gdy na coś czekamy. (http://www.michaelkerley.net/wp/pipes-j2me/)