Skasować, czyli troszkę o fotografowaniu

Najprawdopodobniej jutro Majka zawita wreszcie w domu. Będę miał wdzięczny temat do fotografii i trudne zadanie – nasycić widza, ale jednocześnie go nie zmęczyć. Skłoniło mnie to do napisania paru zdań o tym, że zdjęcia cyfrowe, choć niby są za darmo, to jednak kosztują, oraz o tym, że niestety bardzo często ich jakość jest odwrotnie proporcjonalna do ilości.

Cyfrowy aparat fotograficzny powoduje, że wiele osób naciska spust bez większego namysłu. Oczywiście tryb AUTO (czyli “mam nadzieję że aparat WIE o czym MYŚLĘ jak robię zdjęcie”) powoduje, że wielu ludzi nigdy nie zastanowia się nad czasem, przesłoną, balansem bieli i wynikającymi z nich ekspozycją, ostrością i głębią ostrości, ale akurat nie o to mi dziś chodzi. Niech już sobie pstrykają na tym AUTO, choć pieniądze, które zapłacili za wszystkie pozostałe przyciski i pozycje menu, pewnie można było lepiej wydać.

Tym razem chodzi mi o inną zmorę – zalew takich samych, byle jakich zdjęć, o przypadkowym kadrze, w których nie wiadomo o co chodzi.

Tak z ciekawości, jeśli fotografujecie, to pewnie macie zdjęcia na komputerze, więc zobaczcie sobie ILE macie zdjęć. Jeśli ktoś nie umie, albo nie chce mu się liczyć, to pewnie wystarczy sprawdzić OBJĘTOŚĆ katalogu (jest to trochę mniej wymierne z uwagi na różnice w wielkości plików z poszczególnych aparatów).

No i jak?

Ja cyfrówką fotografuje od 5 1/4 lat, aparatu używam bardzo często. Rodzina może potwierdzić, że pełnię rolę “nadwornego fotografa”. Na dysku mam 12.000 zdjęć o łącznej pojemności 24 GB, czyli średnio 2 mb na zdjęcie, albo ~6,25 zdjęć dziennie.

Dużo? A jak to wygląda u Was? I teraz zasadnicze pytanie : Czy pamiętacie i odróżniacie każde z tych zdjęć? Czy wiecie gdzie było zrobione, DLACZEGO było zrobione i dlaczego TAK zostało zrobione?

Obawiam się, że szczera odpowiedź w bardzo wielu przypadkach brzmi: NIE.

Odpowiedź na pytanie “Gdzie” jest stosunkowo łatwa, bo zwykle robimy zdjęcia albo w miejscach bardzo dobrze sobie znanych (dom, podwórko) albo w atrakcyjnych wizualnie (wszelakie wyjazdy wakacyjne) . I OK, przecież jak już gdzieś jedziemy to warto mieć pamiątkę, a w domu ciężko jest zrobić zdjęcie tak by tego domu nie było widać (aczkolwiek jest to możliwe i zachęcam do eksperymentów).

Dlaczego było zrobione – tu już pojawia się problem. Okazuje się, że MYŚLENIE BOLI. Więc czasami sami działamy w trybie AUTO. Patrzymy: O! Widzę X (X= dowolna znana nam osoba, zwykle dziecko lub jakiś imprezownik, albo jakieś miejsce, roślinka, zwierze, coś), naciskam spust. O! X dalej tu jest ale przesunał się o 2 cm albo przymnął oko. Naciskam spust.  Fajny ten X. Naciskam spust (na wszelki wypadek).  I tak w kółko. W efekcie powstają setki zdjęć przedstawiających to samo i tak samo. No i mamy na dysku serię 30 zdjęć głogu w zimie, ciotki za stołem i dziecka w fotelu.

Dlaczego TAK zostało zrobione – o to już wyższa szkoła jazdy. Jak to dlaczego TAK? To zdjecia można wogóle robić TAK albo jakoś inaczej? Hm? Niestety można, tylko wymaga to przynajmniej odrobiny rozmysłu przed zrobieniem zdjęcia i ewentualnie po przy komputerowych poprawkach. Warto pomyśleć czy lepsze będzie zdjęcie pionowe czy poziome, może warto podejść lub się cofnać, kucnąć lub zaczekać chwilę. Czy nasz temat ma być z lewej, z prawej czy na środku? Co widać w tle? A jak jest w praktyce? W praktyce czas namysłu nie odbiega od czasu migawki, czyli myślimy nad zdjęciem od 1/50 do 1/1000 sekundy (a przynajmniej takie mam wrażenie jak czasem oglądam zdjęcia). Zwykle jedynym warunkiem do wciśnięcia spustu jest fakt, że nasz Obiekt X JEST w kadrze. Skoro jest (czasem niestety nie cały), to znaczy że można śmiało wciskać. A co z tego wychodzi? Zdjęcia w których nasz Obiekt X (zwykle żywa istota, teoretycznie najważniejsza na zdjęciu) zajmuje raptem 5% powierzchni zdjęcia (dla zdjęc 10×15 jest to np. “ludź” stojący pod zabytkiem, 20 metrów od obiektywu i mający 4 cm wzrostu) . Zajęte przez niego miejsce jest przypadkowe, a w tle (uwaga zdjęcia MAJĄ tło), dzieje się wszystko (od wiaderka i kosza na śmieci po rusztowania i znaki drogowe).

A najgorsze z tego jest to, że nawet jak już zrobimy tą masę zdjęć, krzywych, identycznych, za ciemnych, poruszonych, z Obiektem X pokazanym od tyłu (no co, przecież go widać), to ich NIE KASUJEMY! Katalogi ze zdjęciami wyglądają jak taśma filmowa, z poszczególnymi klatkami różniącymi się tak nieznacznie, że nasze oko nie dostrzega różnicy.

Pamiętajcie, że jeśli już macie te 100 zdjęć z imienin czy spaceru po ogrodzie, to naprawdę warto raz a dobrze się im przyjrzeć i z danej serii zostawić KILKANAŚCIE najciekawszych i różniących się od siebie, a WSZYSTKIE POZOSTAŁE SKASOWAĆ.  Jeśli dwa zdjęcia wyglądają podobnie, to znaczy że jedno z nich należy SKASOWAĆ (Uwaga – mamy tendencję do pstrykania jakiejś rzeczy kilka razy, np przechodząć koło niej i drugi raz gdy wracamy. Skoro nie myślimy gdy pstrykamy, mózg nie pamięta że już robiliśmy podobne zdjęcie i robimy je jeszcze raz. W efekcie podobne zdjęcia nie zawsze leżą obok siebie). Czasem warto proces kasowania powtórzyć po kilku miesiącach. Mamy wówczas bardziej obiektywne spojrzenie na nasze cudowne zdjęcia i łatwiej coś skasować, gdy okaże się, że po dwóch miesiącach sami nie wiemy dlaczego zrobiliśmy jakieś zdjęcie.

Na początek wystarczy że skasujemy 1/4 zdjęć z “sesji”. Czyli jeśli przyjmiemy, że w katalogu mamy 200 zdjęć, przejrzyjmy je szybko i starajmy się skasować choćby 20 duplikatów lub zdjęć krzywych, poruszonych lub strzelonych w złym momencie. Potem powtórzmy ten proces ze dwa razy aż w katalogu pozostanie 150 zdjęć. Za 2-3 miesiące wróćmy i skasujmy jeszcze 50. Każde zdjęcie powinno mieć jakiś motyw przewodni, coś co utwki w pamieci i nas poruszy (choćby troszkę, nie wymagam tu od nikogo Sztuki). Jeśli tego brak i patrzymy na zdjęcie równie beznamiętnie jak na fotkę z XX Zjazdu Partii Parówkożerców, to znaczy że należy go SKASOWAĆ. Oczywiście można powiedzieć że proces wyboru zdjęć do kasowania jest czasochłonny, ale pomyślmy: robimy go raz lub dwa. Jeśli go nie zrobimy, to chcąc kiedyś znaleść tych kilka fajnych zdjęć stracimy ten sam czas (my lub nasi znajomi), ale nie raz, nie dwa ale za każdym razem. Czasu straconego na klikanie (to nie to, to nie to, czekaj, czekaj, o to, nie jednak nie, zaraz będzie, o jest!) nie wrócimy.

Kasujmy wszystkie niepotrzebne zdjęcia, a najlepiej wogóle ich nie róbmy.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.