Archive for February, 2010

Inna strefa czasowa

Wednesday, February 24th, 2010

W pewnym momencie (zwykle w Sylwestra) każdy z nas dowiaduje się, że na świecie istnieją różne strefy czasowe i gdy u nas jest piąta wieczorem, gdzieś na jakiejś Wyspie jest druga w nocy. Różnica czasowa jest zwykle tym większa im większa odległość, a ludzie na Wyspie mają zwykle odmienną od naszej kulturę i zwyczaje. Później dowiadujemy się, że Świat jest mały i te inne kultury wcale nie są tak daleko.

Wczoraj połączyłem te dwa fakty.

Mamy 24 lutego, a w sąsiednim bloku, w oknie na przeciwko naszego wciąż świeci się choinka. Widocznie po drugiej stronie naszej ulicy jest już inna strefa czasowa.

Skasować, czyli troszkę o fotografowaniu

Wednesday, February 24th, 2010

Najprawdopodobniej jutro Majka zawita wreszcie w domu. Będę miał wdzięczny temat do fotografii i trudne zadanie – nasycić widza, ale jednocześnie go nie zmęczyć. Skłoniło mnie to do napisania paru zdań o tym, że zdjęcia cyfrowe, choć niby są za darmo, to jednak kosztują, oraz o tym, że niestety bardzo często ich jakość jest odwrotnie proporcjonalna do ilości.

Cyfrowy aparat fotograficzny powoduje, że wiele osób naciska spust bez większego namysłu. Oczywiście tryb AUTO (czyli “mam nadzieję że aparat WIE o czym MYŚLĘ jak robię zdjęcie”) powoduje, że wielu ludzi nigdy nie zastanowia się nad czasem, przesłoną, balansem bieli i wynikającymi z nich ekspozycją, ostrością i głębią ostrości, ale akurat nie o to mi dziś chodzi. Niech już sobie pstrykają na tym AUTO, choć pieniądze, które zapłacili za wszystkie pozostałe przyciski i pozycje menu, pewnie można było lepiej wydać.

Tym razem chodzi mi o inną zmorę – zalew takich samych, byle jakich zdjęć, o przypadkowym kadrze, w których nie wiadomo o co chodzi.

Tak z ciekawości, jeśli fotografujecie, to pewnie macie zdjęcia na komputerze, więc zobaczcie sobie ILE macie zdjęć. Jeśli ktoś nie umie, albo nie chce mu się liczyć, to pewnie wystarczy sprawdzić OBJĘTOŚĆ katalogu (jest to trochę mniej wymierne z uwagi na różnice w wielkości plików z poszczególnych aparatów).

No i jak?

Ja cyfrówką fotografuje od 5 1/4 lat, aparatu używam bardzo często. Rodzina może potwierdzić, że pełnię rolę “nadwornego fotografa”. Na dysku mam 12.000 zdjęć o łącznej pojemności 24 GB, czyli średnio 2 mb na zdjęcie, albo ~6,25 zdjęć dziennie.

Dużo? A jak to wygląda u Was? I teraz zasadnicze pytanie : Czy pamiętacie i odróżniacie każde z tych zdjęć? Czy wiecie gdzie było zrobione, DLACZEGO było zrobione i dlaczego TAK zostało zrobione?

Obawiam się, że szczera odpowiedź w bardzo wielu przypadkach brzmi: NIE.

Odpowiedź na pytanie “Gdzie” jest stosunkowo łatwa, bo zwykle robimy zdjęcia albo w miejscach bardzo dobrze sobie znanych (dom, podwórko) albo w atrakcyjnych wizualnie (wszelakie wyjazdy wakacyjne) . I OK, przecież jak już gdzieś jedziemy to warto mieć pamiątkę, a w domu ciężko jest zrobić zdjęcie tak by tego domu nie było widać (aczkolwiek jest to możliwe i zachęcam do eksperymentów).

Dlaczego było zrobione – tu już pojawia się problem. Okazuje się, że MYŚLENIE BOLI. Więc czasami sami działamy w trybie AUTO. Patrzymy: O! Widzę X (X= dowolna znana nam osoba, zwykle dziecko lub jakiś imprezownik, albo jakieś miejsce, roślinka, zwierze, coś), naciskam spust. O! X dalej tu jest ale przesunał się o 2 cm albo przymnął oko. Naciskam spust.  Fajny ten X. Naciskam spust (na wszelki wypadek).  I tak w kółko. W efekcie powstają setki zdjęć przedstawiających to samo i tak samo. No i mamy na dysku serię 30 zdjęć głogu w zimie, ciotki za stołem i dziecka w fotelu.

Dlaczego TAK zostało zrobione – o to już wyższa szkoła jazdy. Jak to dlaczego TAK? To zdjecia można wogóle robić TAK albo jakoś inaczej? Hm? Niestety można, tylko wymaga to przynajmniej odrobiny rozmysłu przed zrobieniem zdjęcia i ewentualnie po przy komputerowych poprawkach. Warto pomyśleć czy lepsze będzie zdjęcie pionowe czy poziome, może warto podejść lub się cofnać, kucnąć lub zaczekać chwilę. Czy nasz temat ma być z lewej, z prawej czy na środku? Co widać w tle? A jak jest w praktyce? W praktyce czas namysłu nie odbiega od czasu migawki, czyli myślimy nad zdjęciem od 1/50 do 1/1000 sekundy (a przynajmniej takie mam wrażenie jak czasem oglądam zdjęcia). Zwykle jedynym warunkiem do wciśnięcia spustu jest fakt, że nasz Obiekt X JEST w kadrze. Skoro jest (czasem niestety nie cały), to znaczy że można śmiało wciskać. A co z tego wychodzi? Zdjęcia w których nasz Obiekt X (zwykle żywa istota, teoretycznie najważniejsza na zdjęciu) zajmuje raptem 5% powierzchni zdjęcia (dla zdjęc 10×15 jest to np. “ludź” stojący pod zabytkiem, 20 metrów od obiektywu i mający 4 cm wzrostu) . Zajęte przez niego miejsce jest przypadkowe, a w tle (uwaga zdjęcia MAJĄ tło), dzieje się wszystko (od wiaderka i kosza na śmieci po rusztowania i znaki drogowe).

A najgorsze z tego jest to, że nawet jak już zrobimy tą masę zdjęć, krzywych, identycznych, za ciemnych, poruszonych, z Obiektem X pokazanym od tyłu (no co, przecież go widać), to ich NIE KASUJEMY! Katalogi ze zdjęciami wyglądają jak taśma filmowa, z poszczególnymi klatkami różniącymi się tak nieznacznie, że nasze oko nie dostrzega różnicy.

Pamiętajcie, że jeśli już macie te 100 zdjęć z imienin czy spaceru po ogrodzie, to naprawdę warto raz a dobrze się im przyjrzeć i z danej serii zostawić KILKANAŚCIE najciekawszych i różniących się od siebie, a WSZYSTKIE POZOSTAŁE SKASOWAĆ.  Jeśli dwa zdjęcia wyglądają podobnie, to znaczy że jedno z nich należy SKASOWAĆ (Uwaga – mamy tendencję do pstrykania jakiejś rzeczy kilka razy, np przechodząć koło niej i drugi raz gdy wracamy. Skoro nie myślimy gdy pstrykamy, mózg nie pamięta że już robiliśmy podobne zdjęcie i robimy je jeszcze raz. W efekcie podobne zdjęcia nie zawsze leżą obok siebie). Czasem warto proces kasowania powtórzyć po kilku miesiącach. Mamy wówczas bardziej obiektywne spojrzenie na nasze cudowne zdjęcia i łatwiej coś skasować, gdy okaże się, że po dwóch miesiącach sami nie wiemy dlaczego zrobiliśmy jakieś zdjęcie.

Na początek wystarczy że skasujemy 1/4 zdjęć z “sesji”. Czyli jeśli przyjmiemy, że w katalogu mamy 200 zdjęć, przejrzyjmy je szybko i starajmy się skasować choćby 20 duplikatów lub zdjęć krzywych, poruszonych lub strzelonych w złym momencie. Potem powtórzmy ten proces ze dwa razy aż w katalogu pozostanie 150 zdjęć. Za 2-3 miesiące wróćmy i skasujmy jeszcze 50. Każde zdjęcie powinno mieć jakiś motyw przewodni, coś co utwki w pamieci i nas poruszy (choćby troszkę, nie wymagam tu od nikogo Sztuki). Jeśli tego brak i patrzymy na zdjęcie równie beznamiętnie jak na fotkę z XX Zjazdu Partii Parówkożerców, to znaczy że należy go SKASOWAĆ. Oczywiście można powiedzieć że proces wyboru zdjęć do kasowania jest czasochłonny, ale pomyślmy: robimy go raz lub dwa. Jeśli go nie zrobimy, to chcąc kiedyś znaleść tych kilka fajnych zdjęć stracimy ten sam czas (my lub nasi znajomi), ale nie raz, nie dwa ale za każdym razem. Czasu straconego na klikanie (to nie to, to nie to, czekaj, czekaj, o to, nie jednak nie, zaraz będzie, o jest!) nie wrócimy.

Kasujmy wszystkie niepotrzebne zdjęcia, a najlepiej wogóle ich nie róbmy.

06:12 20:02:2010 HELLO WORLD!

Saturday, February 20th, 2010

Trzy godziny temu urodziła się Maja.

Spojrzała na Świat lewym okiem a Świat spojrzał na nią prawym. Oboje zrozumieli, że do siebie pasują i postanowili, że tak już zostanie.

Programosy na komórkosy

Sunday, February 14th, 2010

Nokia E-52, którą tyrkam od paru miesięcy sprawuje się wyśmienicie. Ale jeśli można jakoś usprawnić idealne, to czemu nie? (Wiem, wiem – ktoś może powiedzieć, że telefon który ma ekran “tylko” 320×240 i do tego jeszcze nie dotykowy jest niedzisiejszy, ale ja się z tym nie zgadzam. Dla mnie o wiele ważniejsze od “toucha” jest to, że telefon nie jest cegiełką (dla porównania “objętość” Iphone’a jest większa o połowę  a jego waga o 1/3) i telefon działa dwa TYGODNIE a nie dwa DNI na jednym ładowaniu.)

Do rzeczy jednak, bo miało być o poprawkach w postaci dodatkowego softu, który zresztą polecam każdemu właścicielowi telefonu na Symbianie S60 v3.

Oto kilka aplikacji, które w mniejszym lub większym stopniu polepszają komfort obsługi:

1. Cclock – zegar/wygaszacz ekranu – podstawowe różnice w stosunku do systemowego są dwie:  data i godzina wyświetlane są na całym ekranie, wielką czcionką, dobrze widoczną nawet przy wygaszonym ekranie. Zaleta druga, trochę mniej zauważalna: wygaszacz zjada mniej baterii niż oryginalny Nokii. Oczywiście zawartość ekranu jest konfigurowalna (zegar analogowy/cyfrowy, biały na czarnym lub odwrotnie itp). Generalnie im mniej wyświetlamy tym mniej prądu potrzeba. Freeware.

2.  Handy Taskman – zastępuje domyślny manadżer aplikacji  – ten, który pojawia się po dłuższym przytrzymaniu klawisza Home. Wiem że są tacy, co nigdy nie zauważyli, że klawisze są dwufunkcyjne i dłuższe przyciśnięcie robi coś innego. To ci sami co narzekają na swoje telefony albo używają tylko klawisza “Odbierz”. Co nam daje Taskman? Kilka rzeczy.

  • Ekran z listą uruchomionych aplikacji (niby norma), który ma jednak kilka plusów: wyświetla dane o obciążeniu pamięci i wolnym miejscu na karcie, pozwala zamknąć natychmiast wszystkie otwarte aplikacje a dodatkowo samą listę otwartych aplikacji da się zamienić w listę aplikacji ostatnio używanych.
  • Ekran z konfugurowalną listą skrótów do aplikacji. Dzięki niemu mogę zacząć pisać SMS do Myszy albo uruchomić ulubioną grę wciskając raptem 3 klawisze
  • klawisze numeryczne pozwalają na uruchomienie dowolnej funkcji/aplikacji przez wpisanie początku jej nazwy (odpowiednik komputerowego Launchy)

3. Parlingo – w wielkim skrócie – darmowe Gadu-Gadu w komórce. Obsługuje też kilka innych komunikatorów (ICQ, Jabbler itp) ale w Polsce liczy się przede wszystkim GG.

4. Opera Mini – przeglądarka www. Lubię ją głównie przez możliwość ustawienia 9 szybkich skrótów do stron, karty i łatwe przechodzenie między stronami. Niestety nie da się jej ustawić jako przeglądarki domyślnej. Freeware

5.  HandyWi – wyszukuje sieci wi-fi w podziale na otwarte i zamknięte i łatwo tworzy access-pointy. Freeware.

6. Gry. Tu nie  będę pisał co na czym polega, wymienię tylko parę tytułów:

  • Logiczne – Astraware Sudoku, Astraware BoardGames, BrainChallenge, DiamondTwist, Hexic
  • Strategiczne – Age of Heroes, Heroes 3, Risk, SimCity Societes, Townsmen 5, UFO Afterlight
  • RPG – Blades & Magic, Might and Magic.

7. Nawigacja. Niby fajnie ale nie do końca. Opcje mamy z grubsza dwie: nokiowe OviMaps (warto pobrać nową wersję z nawigacją darmową) i Garmin XT. Ovi prowadzi cienko, ale jest free. (Wiem że to inna firma, ale kojarzy mi się tu powiedzonko “To się MIO z celem”). Garmin XT prowadzi znakomicie i wogóle jest wygodny, ale niestety po pewnym czasie się zawiesza. Dopóki nie wyjdzie nowsza wersja, bo obecna nie jest oficjalnie kompatybilna, nie mogę go polecić. Oczywiście trzeba pamiętać, że nawigacja w komórce to tylko namiastka dedykowanej nawigacji samochodowej, ale do pieszych czy rowerowych wycieczek się nada (zwłaszcza z mapą TOPO).

Wszystkie powyższe programy można sobie wygóglać, wychomikować lub wytorrentować, więc nie wskazuję ich palcem.

Prószy śnieżek prószy

Sunday, February 14th, 2010

W tym roku mamy porządną Zimę. Jak Julka dorośnie będzie mogła wspominać tak jak my, że “Jak byłam mała to było śniegu po pas”. No i rzeczywiście – najpierw temperatura przez dwa tygodnie oscylowała między -20 a -15 stopni w dzień a teraz jest już cieplej, ale za to śniegu mamy jak na Alasce. W ciągu jednego dnia na samochodach przybywa po 30 cm białych czapek. Wystrzeliwanie śniegu na Marsa przekracza budżet naszej wspólnoty, więc na parkingu, między samochodami śnieg sięga na wysokość płotu (pod 2 m). Przynajmniej teraz żaden pacan nie parkuje w poprzek miejsca parkingowego. Zima wkurza kierowców, ale przynajmniej jest bardzo ładnie.

A na zakończenie pewien wierszych sprzed lat. “Poezja” średnio trzyma mi się głowy, ale ten sześciozgłoskowiec chyba zostanie ze mną na zawsze:

“Prószy śnieżek prószy,

na zajączka uszy.

Może ci marchewki dać?

K…wa twoja mać!”