Archive for September, 2009

Maja

Tuesday, September 29th, 2009

Dziś nabraliśmy naukowej pewności, że tak ma na imię.

“Książka o fotografowaniu” – A.Mroczek

Tuesday, September 29th, 2009

Lubię fotografować – przecież wiecie.

A jak coś się lubi, to czasem warto o tym przeczytać. Książek o fotografowaniu przeczytałem już kilka, a przeglądnąłem kilkanaście. Właśnie skończyłem czytać kolejną i mogę powiedzieć, że to pierwsza, która naprawdę mówi o FOTOGRAFOWANIU, a nie o “przesuwaniu paseczka w Photoshopie”. Autor ma już 73 lata i pewnie miliony zdjęć za sobą. Nie są to na szczęście miliony zrobione na “najnowszym” aparacie firmy na C lub na N, który jest tak zajebisty, że można (trzeba?) na nim robić zdjęcia TYLKO w trybie AUTO.  Książka ma kilkanaście rozdziałów, w których Pan Andrzej snuje opowieść o tym jak fotografuje, o tym jak się do tego zabrać i na jakie trudności można napotkać. W wielu przypadkach są to opowieści o historii powstawania jakiegoś zdjęcia, czasem humorystyczne, czasem uciekające w świat filtrów 81B, aparatów miechowych i punktowych światłomierzy, ale zawsze pokazujące, że Autor ma ogromne (dla mnie wręcz niesamowite) doświadczenie i wiedzę na temat tego co robi. I to, że istnieje bardzo duża różnica między robieniem zdjęć, a fotografowaniem. I to, że KAŻDE zdjęcie wymaga przemyślenia. Bo inaczej zginie szybciej niż było zrobione.

Dla kogo jest ta książka? Chyba dla wszystkich tych, którzy znają już każdy guzik swojego aparatu i wiedzą kiedy go nacisnąć, ale mimo wszystko czują, że do granicy możliwości jeszcze daleko. Na pewno nie jest to książka w stylu “1001 tricków na 1001 fantastycznych zdjęć”, choć parę pomysłów rzeczywiście zadziwia. Można np. dowiedzieć się, że tzw. “szara karta Kodaka” nie odbija tak na prawdę 18% światła, a jedynie 13% i co z tego wynika. Oraz że by rozjaśnić, warto przyciemnić :).

Recenzje książki z pewnością znajdziecie w sieci, więc nie będę ich tu przytaczał. Kolejne rozdziały mówią o wyborze aparatu (że nie zawsze najdrożej = najlepiej, a z drugiej strony również o tym, że SĄ aparaty kosztujące np. 100.000 EUR), pomiarach światła, filtrach (połówki, polary i bardziej zaawansowane), kontrastach, fotografowaniu osób, krajobrazów, architektury, wnętrz, a na koniec o naśladownictwie, kompozycji i prezentacji fotografii.

Książkę wydał Helion, w dużym formacie i twardej oprawie. Ma 270 stron i kosztuje 69 PLN.

Na zakończenie  fragmencik, niekoniecznie reprezentatywny dla całej książki, ale wart zapamiętania:

“Uważam, że trzech wyobrażeń o dobrej kompozycji warto się trzymać.

  • Na dobrze skomponowanych fotografiach panuje reżim hierarchiczny. Najlepsze miejsce przysługuje bezdyskusyjnie najważniejszemu. As bierze wszystko.
  • Dobrze skomponowana fotografia jest jak biurko męża uporządkowane przez troskliwą żonę – zostaje tylko to, czego usunąć żadną miarą nie można
  • Na dobrze skomponowanych fotografiach nie ma przypadkowego tła. Tło pełni bardzo ważną funkcję. Każda sztuka rozrywa się przecież na jakimś tle”

Książka o fotografowaniu

Koci Kamień

Monday, September 21st, 2009

Byłem z Kimś Gdzieś.

Dla dobra śledztwa nazwiska sprawców i miejsce zajścia utajniono.

Muse

Monday, September 14th, 2009

Brytyjski zespół MUSE odkryłem w tamtym roku, przypadkiem, szperając po sieci i mogę wprost powiedzieć że ich przedostatnia płyta (w sumie jeszcze dziś ostatnia) – Black Holes and Revelations, to jedna z trzech najlepszych płyt jakie słyszałem w tamtym roku.  Płyta wydana w 2006 roku, chwyciła na tyle, że w zasadzie nie wypuszczam jej ze zmieniarki w samochodzie.

Muza MUSE to tzw. pop alternatywny lub neo-progresywny. Inne zespoły tego nurtu to Coldplay, Suede i Radiohead. Sama muzyka ma w sobie trochę elektroniki i trochę rockowego zadziora. W pewnym sensie przypomina mi mieszankę Queen i Depeche Mode.

Fragmenty utworów i receznję płyty można znaleść np. tu: http://allmusic.com/

Ale jeśli komuś się nie chce szukać, to jeden utwór zamieszczam tu: Supermassive Black Hole

Dla mnie najmocniejsze kawałki to: Starlight, Supermassive Black Hole, Invincible i Knights of Cydonia.

Wcześniej zespół wydał kilka innych płyt, z których na pewno warto poszukać Absolution (2003) i częściowo Origin of symmetry (2001), ale choć ciekawe, to moim zdaniem tam nutki płyną w trochę inną stronę.

A już niedługo będę szukał w sklepach kolejnej płytki, która wchodzi na rynek jesienią – The Resistance. Słyszałem tylko jeden kawałek (tytułu nie pamiętam), ale wiem że były tam fragmenty Chopina, muzyki Bliskiego Wschodu i nastrój przypominający suity Queen. Wiem też że po jednym słuchaniu byłem już pewny, że prędzej czy później trafi na moją półkę.

Black Holes And Revelations The Resistance

Rainlendar – najmniejszy PIM

Monday, September 14th, 2009

Kolejny program o małej wadze i dużych zaletach.

Do planowania zadań i kalendarza można używać klasycznego notesu “w skórzanej okładce”, wyspecjalizowanego narzędzia klasy MS Outlook, Lotus Notes lub CZEGOŚ MAŁEGO I ZGRABNEGO. W kategorii średniej wagi długo, może z 10 lat, używałem (i częściowo dalej używam) IBM Lotus Organizer’a, który tak naprawdę jest odpowiednikiem notesu w skórzanej oprawce, nawet wygląda tak samo, ma rozdziały i kartki. Program świetny ale płatny i nie spolszczony. A ponieważ od dłuższego czasu promuję dobre freeware, więc tym razem napiszę parę zdań o programie RAINLENDAR LITE.

Rainlendar Oto fragment mojego pulpitu, a na nim właśnie ów Rainlendar. Program instaluje się na pulpicie Windows a jego główne funkcje to:

  • Podręczny kalendarz – główna i dla wielu wystarczająca funkcja. Układ kalendarza można dostosować i wyświetlać go poziomo, pionowo (jak u mnie), klasycznie “w kratkę” oraz wybrać ilość pokazywanych miesięcy
  • Listę zadań do zrobienia – każde zadanie, po prostym wpisie trafia na listę z możliwością określenia kategorii zadania (spotkanie, projekt, podróż itp), czasu wykonania i bieżącego zaawansowania. Taka lista jest potem widoczna na pulpicie a zadania przeterminowane zmieniają kolor na czerwony
  • Lista wydarzeń – każdy dzień w kalendarzu można oznaczyć i w ten sposób zapisać sobie np. dni wolne od pracy, urlopy czy wyjazdy służbowe. Rainlendar na bieżąco wyświetla listę wydarzeń z danego i nadchodzącego tygodnia
  • Zegar – analogowy lub cyfrowy – po prostu ładnie wygląda na pulpicie

Do programu przewidziano tzw. skórki pozwalające na zmianę wyglądu i sposobu zachowania poszczególnych okien aplikacji.

Strona producenta:  http://www.rainlendar.net

The Longest Journey (I + II)

Saturday, September 12th, 2009

Pod koniec wakacji zatęskniłem za porządną przygodówką (wiele ich dziś nie ma). Przez chwilę bawiłem się prehistorycznym klasykiem z serii Monkey Island (suuuper) a potem spróbowałem The Longest Journey.

To klasyczna przygodówka “point&click”, trochę liniowa (jak ktoś lubi RPG, to potem każda przygodówka wydaje się liniowa).  Pierwsza część ma już z 10 lat i opowiada o losach April Ryan, studentki “ASP”. W czasie snu April zaczyna mieć niepokojące wizje a potem stopniowo odkrywa że świat w którym żyje nie jest jedynym możliwym, a jedynie jego bardziej stechnicyzowaną połową . Druga połówka to Arkadia, świat magii. April podróżuje między tymi dwoma światami by pomóc utrzymać je w równowadze.  Fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana i grając ma się wrażenie czytania książki czy oglądania dobrego filmu z pogranicza kryminału, s-f i fantasy.

Parę screenów z pierwszej części gry:

the_longest_journey_8.jpglongest_journey01.jpg424582-venicesquare_super.jpg

Druga część (Dreamfall)  to kontynuacja tego samego wątku, choć dzieje się parę lat później, a bohaterką jest już inna dziewczyna, Zoe. Tym razem wizje (a właściwie tajemnicze emisje na telewizorach wszechobecnej sieci) każą jej odnaleźć i uratować April Ryan (bohaterkę pierwszej części. Lokacje są oczywiście trochę inne, ale w paru miejscach można trafić w te same miejsca co w oryginalnym The Longest Journey. Wrażenie jest wspaniałe, bo to jakby powrót w dawno nie odwiedzane miejsca, które po pewnym czasie zaczynają wyglądać znajomo. Również w tym przypadku Zoe podróżuje między dwoma światami (choć nie wie jak to robi). Fabuła jest równie wciągająca jak w jedynce.

Jeśli chodzi o samą mechanikę gry to w pierwszej części lokacje są płaskie, a postacie trójwymiarowe (prawie). Większość zagadek to typowe “znajdź, użyj lub oddaj i trochę porozmawiaj”, ale 2-3 razy trafiły mi się zagadki czysto logiczne, polegające na tworzeniu układów znaków, przełączników itp.

W drugiej części mamy kilka zmian – środowisko jest w pełni trójwymiarowe, wprowadzono nieliczne elementy walki (z ludźmi, robotami i magicznymi stworzeniami) i oczywiście podwyższono rozdzielczość. Oprócz tego nie zawsze kierujemy Zoe. Czasami zamieniamy się na chwilę w April lub inną postać kluczową dla fabuły.

Parę ekranów z drugiej części

dreamfall-zoe-castillo-helena-trapped.jpgdreamfall.jpgdreamfall-the-longest-journey.jpg

Przygodówki nie są moim ulubionym gatunkiem, ale mogę z czystym sercem powiedzieć że obie części mieszczą się w pierwszej dziesiątce gatunku, obok takich pozycji jak Blade Runner, seria Gabriel Knight, Broken Sword czy Syberia.

Jeśli założymy że będziemy grali średnio godzinę dziennie, to każda z części wystarczy na jakieś dwa tygodnie, a naprawdę warto. No i na koniec dobra wiadomość – oryginały można kupić za jakieś 20 PLN

Panie kierowco!

Thursday, September 10th, 2009

Dziś rano prawie dostałem mandat za WYJECHANIE Z GARAŻU BEZ PASÓW.

Zamknąłem garaż, wsiadłem do auta (miałem wywieźć śmieci i zawieść Julkę do szkoły). Śmietnik jest 50 m od domu, ale udało mi się przejechać na luzie raptem z 10 metrów i radiowóz mnie zahaltował, strasząc mandatem 300 PLN.

Na prywatnej drodze, pod własnym balkonem, 10 metrów od garażu. Paranoja. Ale gościa przegadałem i skończyło się na wpisie w Gadu-Gadu “Uwaga GRYZĘ!”

Skóra i kości

Tuesday, September 8th, 2009

Lubię układać Kostkę Rubika. Pierwszą (mam ją do dziś) układałem gdy miałem kilka lat a sama łamigłówka była nowością rynkową. Klasyczna kostka ma układ 3x3x3.

Dwa lata temu kupiłem w Austrii (ale są też w Polsce)  kostkę Rubik’s Revenge o układzie 4x4x4 i w zasadzie umiem ją ułożyć (ściąga na kartce się przydaje, ale kiedyś wreszcie wejdzie do głowy).

Rok temu kupiłem maleństwo 2x2x2 i czasem pomaga mi przeżyć korek na drodze.

Wszystie razem prezentują się tak: Kostki trzy

A dziś znalazłem nowość na którą długo czekałem, szukając czegoś co jest kostką Rubika i jednocześnie nią nie jest. Nazywa się Rubik’s Mirror Cube. Jeszcze nie umiem jej układać i trochę boję się ją zmieszać.

W stanie spoczynku wygląda tak: Rubik’s Mirror Cube

a po delikatnym rozłożeniu tak:    Rubik’s Mirror Cube

A skąd tytuł? Bo do zabawy potrzeba tylko dwóch elementów: Skóry (głównie na dłoniach) i kości. Czasem przydaje się też mózg.

JEDEN dzień+ JEDEN radar = DWA mandaty

Tuesday, September 8th, 2009

Takie równanie rozwiązałem na Kaszubach

Give me some Mysz, give me some Mysz!

Thursday, September 3rd, 2009

Badania dowodzą: Mysza jest dobra na wszystko.